sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 40 - 'till I'll die

Nadal nie bardzo rozumiałam. Patrzyłam na Zayna i Lay. Oni wpatrzeni byli w siebie. Co jest kurwa ?!
- Nie no stary, serio ? - spytał Harry obejmując mnie w talii.
- Serio.
- Ale co serio ? - wtrąciłam wieszając się jego ramienia jak jakaś małpka.
- Doll, wychodzi na to, że ojcem tego dziecka jest Zayn.

*** Oczami Harry'ego ***

Zdziwiony patrzyłem na to co robi moja dziewczyna. Poszła do kuchni, wzięła szklankę wody, napiła się po czym wypluła to Zaynowi prosto w twarz.
- Co ?!
- Bonus za szybką reakcję. - mruknął mulat i wytarł się koszulką.
- Scarleth opanuj się. - przywołałem ją do porządku zanim za dużo sobie pozwoli.
- Puszczaj kapciu ! - wyrwała się i stała pomiędzy zszokowanym mną i przestraszoną Laylą. Nie no kurwa bez przesady. Złapałem ją w talii i zaniosłem do sypialni. Rzuciłem na łóżko i zamknąłem drzwi.
- Słuchaj do cholery ! Nie pozwalaj sobie za dużo, bo ja potrafię zrozumieć to, że jesteś pod wpływem emocji, ale bez przesady ! Nie jestem Twoim kolegą tylko mężczyzną ! Pamiętaj o szacunku dziewczynko !
- Wiesz co, w tym momencie mam na głowie ważniejsze sprawy niż Twoje urażone ego. - zadrwiła, a ja poczułem jak tracę panowanie zamachnąłem się otwartą ręką.


*** Oczami Zayna ***

- Layla... wiem, że nie powinienem zostawiać Cię z tym samej.
- Nie powinieneś, ale nie chcę już do tego wracać. Chcę być w końcu bezpieczna. Jesteś w stanie zapewnić to mi i naszemu synowi ?
- Synowi ? - kiwnęła potwierdzająco głową. - Wiesz, że jestem. - patrzyła na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, a ja zastanawiałem się, o co jej może chodzić.
- No co ?
- Nic. - wzruszyła ramionami. - Próbuję sobie jakoś to wszystko wyobrazić i poukładać, ale mi nie wychodzi. - ja pierdolę, baby.
- Emm... Kupię Ci mieszkanie, duże - szybko dodałem, gdy zobaczyłem jej minę, jakby chciała mnie zabić. - No i będę cały czas w pobliżu. Tak jakby co.
- Jako kto ? - ale bezpośrednia, no no. Zmarszczyłem brwi, bo za cholerę nie wiedziałem co mogłem odpowiedzieć.
- Przyjaciel. - otworzyła szeroko usta i nie wydawała z siebie żadnego dźwięku przez dłuższy czas. W końcu odwróciła wzrok i parsknęła śmiechem.
- Najpierw robisz mi dziecko, a później chcesz się przyjaźnić ? Ty poważny jesteś ? - nie mogła opanować śmiechu, który miałem ochotę przerwać, ale cierpliwie czekałem, aż się uspokoi. Zajęło jej to trochę. - Przyjaciele ? Pff... Dobre. Zajebiste wręcz.
- Layla, możesz powiedzieć wprost o co Ci chodzi ? Nie znoszę takiego chrzanienia.
- Liczyłam na coś więcej Zayn.
- Ale ja Ci nic nie obiecywałem, Lay. - powiedziałem spokojnie nie zważając na jej złowrogie spojrzenie - Mogę dawać pieniądze na to, żebyś utrzymała siebie i naszego syna, ale nie chcę pakować się w związek...
- Ty jesteś jakiś niepoważny ?! - a olać to. Ignorując jej nawoływania wyszedłem na taras i zapaliłem papierosa, później drugiego, po tym już nawet nie liczyłem. Kurwa czy ja jej cokolwiek obiecywałem jak szła ze mną do łóżka ? Zaciągnąłem ją siłą, zgwałciłem, nie wiem ? Miało być bez zobowiązań i było. Wpadka. No okej, kurwa, bywa. Nie jestem zbyt odpowiedzialny, ale jak powiedziałem, będę mieć syna i zrobię wszystko, żeby miał dobre życie. Nigdzie ty nie ma mowy o jakimkolwiek związku. Nie znoszę tego ograniczania się do jednej osoby. Wolę być wolny jak ptak, mieć wiele dziewczyn. Nie mówię, że kiedyś nie znajdę tej jedynej, ale na pewno nie teraz i na pewno nie będzie nią Layla. Westchnąłem cicho i zgasiłem ostatniego papierosa, po czym schowałem prawie pustą paczkę do kieszeni spodni i wróciłem do jadalni. Pustej.
- Layla ? - nie było jej w kuchni ani w łazience - Layla to nie jest śmieszne ! - wkur... Konkretnie zirytowany obszedłem cały dom i podwórze, ale bez skutku. Blondynka zniknęła.

*** Oczami Scarleth ***

Siedziałam na brzegu wanny mając nadzieję, że już da mi spokój. Znów wszystko mnie boli. Znów wszystko straciło sens. Zmywałam z dłoni resztki mojej własnej krwi. Chyba nigdy nie pobił mnie tak bardzo. Chyba nigdy nie czułam się tak słaba i bezbronna. Chcę pić, ale nie mogę zejść na dół. On tam jest i znów mnie pobije. Napiłam się wody z kranu, ale nadal czułam tylko metaliczny posmak krwi. Zaraz zwymiotuję. Z trudem założyłam czyste ubrania i poszłam do sypialni. Weszłam pod kołdrę drżąc z zimna. Wszystko dookoła mnie wirowało. Dlaczego tak dziwnie się czuję. Ktoś wszedł do sypialni. Nawet nie wiem kto. Nie mam siły już otworzyć oczu. Nie czuję już nic. Cudownie.
- Do szpitala. Ona umrze Styles. - jeszcze tyle udało mi się usłyszeć. Czy to aniołki ?


*** Oczami Zayn'a ***

Jeździłem po całym mieście razem z moimi ludźmi. Tylko Styles siedział w domu. Muszę ją znaleźć zanim zrobi to Danell. Kurwa no, czy tak trudno jest znaleźć w środku nocy ciężarną dziewczynę ? Zgaduję, że nie, dlatego mi się uda. Odebrałem upierdliwie dzwoniący telefon.
- Zayn mam ją. - Czy ja już kiedyś mówiłem, że wielbię Horana ?
- Gdzie ?
- Upper Street.
- Przywieź ją do mojego domu.
- Robi się. - no i 20 minut później siedziała w moim salonie i piła ciepłą herbatę.
- Dlaczego wyszłaś ?
- Po co miałam zostać ? Ty też wyszedłeś.
- To nie mnie chcą tutaj zabić.
- Polemizowałabym. - wywróciłem oczami. Tak bardzo muszę się powstrzymywać, żeby nie zapalić przy niej tego cholernego papierosa. - Poza tym, jesteśmy przyjaciółmi. Odezwę się po porodzie i skoczymy na piwo.
- Nigdzie nie pójdziesz ?
- Ale Zayn, nie masz prawa mi rozkazywać. Jesteśmy tylko PRZYJACIÓŁMI. - położyła na to słowo taki nacisk, że aż odbiło się echem po pokoju.
- Mała, słuchaj mnie
- To ty posłuchaj. Skoro wiedziałeś jak włożyć to mogłeś się zainteresować jak wyciągnąć dziecko zanim było za późno. Teraz podjąłeś decyzję, że masz nas gdzieś.  Twój wybór, więc daj mi spokój.
- No i dokąd zamierzasz iść ?
- Do Scarleth.
- Scar jest w szpitalu, raczej Ci nie pomoże.
- Co ? Co jej się stało ? - ciężko mi było to powiedzieć. Przecież ona nie może się denerwować. Zresztą... czemu ja się tym przejmuję.


*** Oczami Harry'ego ***

Nerwowo obgryzałem paznokcie maszerując wte i wewte po szpitalnym korytarzu. Nie możliwe, że zrobiłem jej aż taką krzywdę. Przecież biłem ją lekko. Tak jak zawsze. Jak to kurwa brzmi. Złamałem kolejną daną jej obietnicę. Zaufała mi, a ja jak zawsze wszystko próbowałem załatwić siłą. Co będzie jak ją stracę ? Kim wtedy będę ? Nie poradzę sobie bez niej. Nie po tym wszystkim. Z sali, w której była Scarli wyszedł lekarz. Podszedłem szybko do niego i pielęgniarki.
- Zanotuj. - zwrócił się do niej - Zgon nastąpił o 23.02. Nazwisko pacjentki...

Ciąg dalszy nastąpi :)

Pożegnanie.

OKEJ. ZAWSZE SIĘ POWSTRZYMYWAŁAM, ALE NIE TYM RAZEM.
JEŻELI WY ( NIE MÓWIĘ O WSZYSTKICH ) MACIE COŚ TAKIEGO JAK ŻYCIE PRYWATNE I PROBLEMY PRYWATNE TO MIEJCIE KURWA JEGO JEBANA MAĆ ODROBINĘ SZACUNKU DO TEGO, ŻE KTOŚ NIE MA CZASU I MA W ŻYCIU WAŻNIEJSZE RZECZY NIŻ PIERDOLONY ROZDZIAŁ JEBANEGO OPOWIADANIA ! NAZYWACIE MNIE " SUKĄ " I " PIERDOLONĄ KSIĘŻNICZKĄ " TYLKO I WYŁĄCZNIE DLATEGO, ŻE WALCZĘ O TO, ŻEBYM NIE STRACIŁA SPRAWNOŚCI FIZYCZNEJ I WŁADZY W NOGACH, ALE KOGO TO KURWA OBCHODZI, ŻE MAM PROBLEMY Z KRĘGOSŁUPEM I MUSZĘ CHODZIĆ NA REHABILITACJĘ PRZEZ CO NIE MAM CZASU NAWET DLA MOJEGO CHŁOPAKA ? PIERDOLĘ TAKI BIZNES I BĘDĘ TRAKTOWAŁA WAS Z TAKIM SAMYM " SZACUNKIEM " JAK WY MNIE.

TERAZ DO RESZTY, KTÓRA POMIMO TEGO, ŻE ZAWALIŁAM CIERPLIWIE CZEKA NA ROZDZIAŁ :

POSTARAM SIĘ DODAĆ GO JUTRO, TAK SAMO JAK NADROBIĆ RESZTĘ.
WYBACZCIE. W ZESZŁYM ROKU ZAWALIŁAM SZKOŁĘ. W TYM DOSZŁY MI JESZCZE DOSYĆ POWAŻNE PROBLEMY ZE ZDROWIEM. JEŻELI NIE CHCECIE TEGO DALEJ CZYTAĆ, ZROZUMIEM. PRZEPRASZAM. NIE MAM GŁOWY DO PISANIA. NIE MAM WENY ANI OCHOTY.

/ HORANOWA.

Uwaga

Przepraszamy za zastój i brat notki o informacji o kolejnym rozdziale, ale w sumie same nie wiemy, kiedy się pojawi. Mamy w tej chwili naprawdę sporo na głowie, dużo się dzieje i cóż... Nie wyrabiamy ze wszystkim.
Jeszcze raz przepraszamy.

Edit: + naprawdę proszę przerwać te bezcelowe kłótnie między sobą pod poprzednim rozdziałem. :(

czwartek, 4 września 2014

Rozdział 39 - Salute

~*~

Stoję pośród ciał. Pokrwawionych ciał, w których wygasło już wszystko. Ja to zrobiłem. Ja im to odebrałem. Dlaczego ? Bo jestem przestępcą. Najbardziej poszukiwanym przestępcą w kraju. Jestem za dobry, żeby mnie złapali. Ja i moich 4 braci. Dlaczego zabijam ? Bo mogę. Skoro mogli odebrać rodzinę mi, to ja mam prawo odebrać ją komuś. Nie zabijam przypadkowych ludzi. Nie zabijam dobrych ludzi. Dokładnie wybieram każdą ofiarę. Pedofile, mordercy dzieci, gwałciciele. Teraz nawet faceci, którzy biją swoje żony. Ja wiem, że nie byłem lepszy. Poniżałem ją, biłem i zgwałciłem. Zrozumiałem swój błąd. Teraz robię dla niej wszystko. Pozwalam na wiele i szanuję.
- Stary.. Idź już. Posprzątamy. - powiedział Niall kładąc rękę na moim ramieniu. - Nie mamy wiele czasu. Idź. - popchnął mnie w stronę samochodu. Tam też się udałem. Wróciłem do domu wariatów. Kurwa jak ta cała Layla się nie wyprowadzi, to przysięgam, że ja to zrobię. Przyspieszyłem i niedługo później byłem w domu. 
- Serio ? - i śmiech mojej Scarleth. Trzepnąłem drzwiami, żeby chociaż na chwilę się zamknęły. Przydreptała do hallu. 
- Harry ? - zmarszczyła tak śmiesznie brwi. 
- Tak mi dali na chrzcie.
- Gdzie byłeś ? 
- Z chłopakami. A co, nie wolno ? - wyminąłem ją i poszedłem do łazienki. 
- Harry, nic nie powiedziałeś, że wychodzisz. - zaraz ją rozniosę. Zamknąłem drzwi od łazienki i zniżyłem głos. 
- A ty nie powiedziałaś, że Twoja pseudo przyjaciółka, którą dymał  Twój ojciec będzie z nami mieszkać. - byłem strasznie o to wkurwiony. 
- Harry, ale... ja muszę jej pomóc. 
- Szkoda, że nie zapytałaś mnie o zdanie Scarleth. Może ja się wyprowadzę ? Nie będę wchodził Wam w drogę, czy coś.
- Harry, jak możesz tak mówić ? - przygryzła smutno wargę. - Przecież wiesz, że Cie bardzo kocham i nie chcę bez Ciebie żyć. Lay to moja jedyna przyjaciółka. Nie umiem jej zostawić, a zwłaszcza ze względu  na to, że wiem, jaki jest mój ojciec. Spróbuj mnie zrozumieć. Manipulował nią. - wypuściłem głośno powietrze. 
- Ile ona ma tutaj jeszcze być ? 
- Tyle, ile będzie trzeba. Co Ci przeszkadza ? Nawet z pokoju nie wychodzi. Nie bądź taki Harry. - wzięła mnie nieśmiało za rękę. 
- Jesteś w ciąży ? - spytałem wprost. Chyba ta niepewność irytowała mnie najbardziej. 
- Nie Harry. Nie jestem. - westchnęła. Przytuliłem ją do siebie i pocałowałem w czubek głowy.
- Będziemy próbować. Wiesz chociaż, kiedy masz dni płodne ? - pokręciła przecząco głową. - Zadzwoń do lekarza.
- A pójdziesz ze mną ? - wodziła palcem po moim torsie.
- Nie wiem. To nie w moim stylu. -
- My też nie jesteśmy w Twoim stylu. - wywróciłem tylko oczami i usiadłem na krawędzi wanny.
- Scarleth męczy mnie ta sytuacja. Nie czuję się swobodnie we własnym domu. Spróbuj zrozumieć też mnie.
- Rozumiem Cie. A ty rozumiesz mnie ? Sam wiesz jaki jest mój ojciec. Ty mnie nie zostawiłeś. Ja jej też nie potrafię.
- Scar, ale ja Ciebie kocham. Kim ona jest dla Ciebie ? Wybacz, ale prawdziwi przyjaciele nie zostawiają i ja zdania nie zmienię.
- Daj jej szansę. Dla mnie. Proszę... - szepnęła. Walczyłem sam ze sobą. Mam ochotę wywalić ją z tego domu na zbity pysk. Pamiętam jak moja ukochana przez nią płakała, jaka zapłakana do mnie przyszła. Okej, rozumiem, że każdy popełnia błędy, no ale z Danellem ?! Przecież... Fuj.
- Dobrze. Niech Ci będzie. - przytuliła się mocno. Oszalałem dla tej dziewczyny. W sumie to jestem w stanie ją zrozumieć. Vic już nie ma, a Scar została tylko El. Dogadują się, ale są całkiem inne. Scar jest żywiołowa, porywcza i bardzo naiwna. Eleanor jest spokojna i rozważna. Jest świetną dziewczyną, ale nie dla mnie. Pocałowała  mnie krótko i poszliśmy do salonu.
- Cześć Layla. - mruknąłem.
- Hej Harry. Chciałam Ci podziękować za wszystko.. - wstała i podeszła do mnie. - Wiem, że masz mnie za kompletną idiotkę, ale ja nie wiedziałam, że on jest takim człowiekiem. Nigdy nie popełniłabym takiego błędu. Nie wiem gdzie miałam mózg i
- Layla wystarczy. - uciąłem krótko - Było minęło. Możesz zostać tu jak długo chcesz.
- Dziękuję Harry. To wiele dla mnie znaczy, bo w sumie to się boję tego, co on może mi zrobić.
- Nic Ci nie zrobi. Spokojnie. Jadłyście ?
- Niee... Wiesz, że Layla gotuje gorzej ode mnie ? - Scar przytuliła się do mojego ramienia.
- To możliwe ? - uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w skroń.
- Harry ! - nic nie powiedziałem. Poszedłem tylko do kuchni i zacząłem przygotowywać posiłek.
- Hazz masz gościa. - powiedziała cicho Layla, kiedy razem ze Scar weszły do kuchni. Wytarłem ręce i poszedłem do salonu. Zayn.
- Co jest ?
- Nic, a co ma być ? - widziałem po nim, że coś się dzieje. Zacząłem się denerwować. Jestem prawie pewny, że coś nabroili.
- Widzę Zayn.
- Gotujesz ? Co zjemy ? - poszedł do kuchni.
- Zayn do cholery ! - poszedłem za nim.
- Layla broń mnie ! - zasłonił się dziewczyną. Podoba mu się. Wiadomo. Zaynowi podoba się wszystko co się rusza. Brunetka uśmiechnęła się nieśmiało.
- Weź uważaj. Ona jest w ciąży. - mruknąłem i wróciłem do gotowania.
- Przecież wiem. Widzę. - pokręciłem tylko głową, a po chwili coś mi się przykleiło do pleców.
- Hej kochanie. - jezu, jaka ona jest malutka. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zrobiłem kurczaka, a potem w czwórkę usiedliśmy do posiłku.
- Więc... Po co przyszedłeś Zayn ? - spytałem wprost.
- Na kolacje.
- Dobra. Mam dwie opcje. Albo przyszedłeś podrywać Laylę, albo masz do mnie jakąś sprawę.
- Jedno w drugim nie przeszkadza. - widziałem, jak Scar coś ciśnie się na usta, ale jakimś cudem jeszcze się nie odezwała. Wypuściła głośno powietrza i wpakowała do ust sporą porcję kurczaka.
- No powiedz już. - odpuszczę jej tą mękę. Spojrzała na mnie z wdzięcznością.
- Chcesz kolejną do pomiatania i poniżania tak jak to zrobiłeś z Victorie ? Ja nie mówię, że ona była święta.
- Scar.. - szepnęła błagalnie Layla.
- No co ? Taka prawda. Poniewierałeś nią i zabiłeś jej dziecko.
- Bo kolejne miałem w drodze ! - krzyknął po czym zatkał usta dłonią. Popatrzyłem zdezorientowany na Scarleth, a potem na Laylę.
- Co ? - wykrztusiłem w końcu.

*** Oczami Scarleth ***

Sama nie wierzę w to co właśnie usłyszałam. Jak to ? Zayn od początku wiedział, że Vic to pułapka ? Po co by ją wtedy pieprzył ? No tak.. bo to facet. Spojrzałam na Harry'ego. Patrzył z niedowierzaniem w swojego przyjaciela. Pfff... a do Layli się dowalał.
- No to nieźle się bawisz. - skomentowałam.
- Scar musisz coś wiedzieć. - powiedziała Layla ze spuszczoną głową.
- Co ? - uznajcie, że jestem głupia, ale ja nie mam pojęcia o co im chodzi.
- Nie jestem w ciąży z Twoim ojcem.


Przepraszam, że tak długo, ale niestety mi nawet teraz w szkole nie odpuszczają i po 8/9 godzinach w szkole czasami nie mam siły na pisanie. Mam nadzieję, że potraficie to zrozumieć. Kocham Was xoxo 

Do tego prośba ! Jeżeli możecie to zagłosujcie na moje opowiadanie " Insomnia " :) To dla mnie bardzo ważne :) http://sonda.hanzo.pl/sondy,231547,d3sq.html  / Horanowa.;) 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 38 - I Can't Pretend It Anymore

*** Oczami Harry'ego ***

Odkąd Scar pogodziła się z Laylą zaczęły spotykać się prawie codziennie. Nie żeby przeszkadzało mi to, że się pogodziły, w końcu, moja narzeczona była szczęśliwa, ale nie ufałem tamtej lasce. W końcu, miała mieć dziecko z tym psycholem.
- Harry, jadę spotkać się z Laylą! - no ja pierdolę, znowu.
- Skarbie, wolałbym, żebyś spotkała się z Eleanor.
- Z Eleanor spotykam się jutro... No Harry, nooo!
- Powiedziałem coś, Scarleth - znów zabrałem się za papierkową robotę związaną z tym całym wydawnictwem - Pomożesz mi, dobrze?
- Ta. - naburmuszona odłożyła torebkę i usiadła po drugiej stronie biurka.
- Nie obrażaj się, tylko postaw w mojej sytuacji. - nie odpowiedziała. Trudno, ja jej błagał nie będę...


*** Oczami Scarleth ***

- Mhm... Przepraszam, po prostu tak wyszło, Lay. Do zobaczenia kiedy indziej. - rozłączyłam się i położyłam telefon na biurku. Niesamowicie irytował mnie fakt, że mój przyszły mąż chce oddzielić mnie od przyjaciółki, z którą niedawno się pogodziłam.
- Scarleth, podaj mi zieloną teczkę - wyciągnął dłoń, a jaz dość dużym rozmachem położyłam mu na niej to, o co prosił. Podniósł wzrok i zmrużył oczy - Nadal zła?
- Tak.
- A wiesz, że nie masz powodu?
- Nie wiem.
- Myszko, widujesz się z nią częściej, niż ze mną... - prychnęłam i odwróciłam wzrok.
- Tak, bo wziąłeś się za te wydawnictwo.
- Bo chcę założyć z tobą rodzinę i wiem, że nie lubisz, jak chodzę na akcje - ujął moją dłoń i kciukiem delikatnie gładził jej wierzch - Nie robię tego dla siebie, tylko dla ciebie, Scarleth. W zamian chcę tylko, żebyś chociaż czasami mnie posłuchała. To wszystko.
- Myślałam, że powiesz coś typu "w zamian chcę tylko twojej miłości, bla, bla, bla..." - na jego twarzy pojawił się cudny uśmiech.
- To już przecież mam. - nie wytrzymałam. Parsknęłam śmiechem i lekko stuknęłam go po głowie, na co odpowiedział mi tym samym. Zaczepialiśmy się tak jeszcze chwilę, gdy w końcu Styles podniósł mnie, przerzucił sobie przez ramię i niósł w stronę sypialni. On chyba nigdy nie ma dość, ja zresztą też nie - Mam rację, słońce? - wolną ręką klepnął mnie w tyłek.
- Masz, masz, ale teraz mnie puść!
- Wedle życzenia - Harry prawie dosłownie rzucił mnie na łóżko i już chwilę później mocował się z paskiem od spodni. Z chęcią mu pomogłam się go pozbyć.
Naprawdę, nie miałam nic przeciwko kłótniom, o ile zawsze kończyłyby się w taki sposób.


*** Oczami Layli ***

- George, możemy porozmawiać?
- Tak, siadaj - gestem wskazał na miejsce przed sobą, nawet nie odrywając wzroku od tych głupich papierów. A pieprzyć to. Nie usiadłam, tylko stanęłam za nim i delikatnie oplotłam go rękami w pasie, korzystając z tego, że stał. Gdy nie zareagował zaczęłam całować go po szyi, ale tylko odsunął mnie od siebie i usadził, po czym sam też zajął miejsce w fotelu. Zabolało. - Chciałaś porozmawiać.
- Tak. Zastanawiałam się, czy może nie pojechalibyśmy gdzieś, na jakiś czas...
- Nie. - uciął i wyjął z szafki kolejną stertę tych zasranych papierów.
- Dlaczego?
- Bo mam pracę i wciąż szukam sposobu na odzyskanie córki i byłbym wdzięczny, gdybyś przestała przeszkadzać mi w tym pierwszym, Layla. - nie wytrzymałam. Wstałam i pocałowałam go. Oddał pocałunek.
- Kocham cię... - powiedziałam cicho i popatrzyłam mu w oczy. Były zimne. Westchnął i zaczął powoli nawijać sobie kosmyk moich włosów na palec.
- Wiem, Layla. Ale to między nami było błędem, który naprawimy, gdy tylko urodzi się dziecko. - otworzyłam szeroko oczy i rozchyliłam wargi. Chciałam błagać, żeby powiedział, że to żart - Nie mogę tego dłużej udawać. Ja cię nie kocham, dziewczyno.


*** Oczami Harry'ego ***

Przygotowywałem właśnie obiad w kuchni, gdy usłyszałem, jak jakieś auto wjechało na naszą posesję. Poprawiłem koszulę, sprawdziłem, czy mam broń za paskiem i wyszedłem na zewnątrz. Ku mojemu zdziwieniu na podjeździe stała taksówka, obok niej Layla i trzy torby. Co się właśnie w zasadzie do cholery działo?
- Co tu robisz i skąd znasz hasło do bramy? - zajebiście miłe powitanie, wiem, mam talent.
- Scar mi je podała... - powiedziała i otarła łzy z twarzy rękawem bluzki. Stala przede mną dziewczyna w ciąży, miała ze sobą walizki i płakała. Pewnie Danell się jej pozbył.
Wzruszyłem się?
Nie.
- Layla? Co tu robisz? - moja narzeczona podbiegła do dziewczyny i przytuliła ją. To też mnie nie ruszyło. Podała komuś hasło bez mojej wiedzy i zgody. Jest naprawdę nieodpowiedzialna i chyba powinienem wreszcie przemówić jej do rozsądku.
- On mnie wyrzuci, gdy urodzę - patrzyłem z pokerową twarzą na ręce dziewczyny, które położyła na swoim sporym już brzuchu - To chłopiec, Scarleth, wiesz?
- Wiem, ale...
- Naprawdę, nie prosiłabym o to, ale sytuacja jest... Znasz moich rodziców, wiesz, jacy są, jak zareagują.
- Czekaj, czy ona właśnie...? - zanim zdążyłem dokończyć zdanie i tak wiedziałem, że jego zakończenie będzie prośbą, której, mimo ogromnych chęci, nie mógłbym odrzucić. Scar patrzyła na przyjaciółkę lekko zdezorientowana, ale pewnie już wiedziała, co się święci.
- Możesz, Lay. Możesz się tu zatrzymać. - no tego się po mojej narzeczonej nie spodziewałem. Bez słowa wszedłem do domu. Skoro Scarleth nawet nie ma zamiaru się ze mną skonsultować przed podjęciem decyzji, odpłacę jej tym samym.

_________________________________________________________________________
Rozdział krótki, ponieważ nawet nie planowałyśmy, że to właśnie ja go napiszę, ale obiecałam, że będzie dzisiaj i jest dzisiaj. Następny pojawi się po 30 sierpnia.
Pozdrawiam, C.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 37 - I Promise

*** Oczami Harry'ego ***

Widząc jej reakcję szybko zabrałem jej telefon i, nie zważając na protesty, odebrałem go.
- Czego kurwa chcesz?
- Styles, daj mi Scarleth. - był zdenerwowany. Mimo wszystko wciąż się cieszyłem, że sam mój głos tak na niego działa. Nieziemsko mnie wkurwiał.
- Nie, dopóki nie powiesz, czego od niej znowu chcesz.
- To nie jest twoja sprawa.
- A to spierdalaj. - rozłączyłem się i spojrzałem pytająco na moją narzeczoną, która patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami. Westchnęłam i przytuliłem ją, delikatnie gładziłem jej plecy - Powiedz o co chodzi, Scar. - pociągnęła nosem i podniosła na mnie wzrok.
- Bo ja miałam sen... - zamilkła i stała tak nic nie mówiąc przez kilka minut. Pokiwałem głową.
- To zajebiście, Scarleth. Ja też je mam, wiesz? I inni ludzie też. - odsunęła się ode mnie i wyszła z pokoju. Od razu wyszedłem za nią i złapałem w talii - Przepraszam, myszko.
- Nie musisz być wredny.
- Wiem, ale ty z kolei też wiesz, że takie zachowanie mnie wkurza. Jak coś zaczynasz, to kończ.
- Braliśmy ślub. To znaczy, mieliśmy, bo w jego przeddzień zadzwoniłam do taty i gdy szłam do ołtarza on cię trzymał i... - przełknęła ślinę - I...
- Zabił mnie - dokończyłem za nią i pocałowałem ją w czoło - Chyba się nie mylę?
- Nie.
- Nie masz się czego bać, Scarleth. To tylko sen.
- Wiem, ale...
- Nie ma żadnego ale, skarbie.Wiesz, że nic mi nie będzie - trzymałem ją blisko siebie, ciesząc się jej zapachem - Wracajmy do łóżka, dobrze? - pokiwała głową i pocałowała mnie krótko. Ująłem jej drobną dłoń w swoją i delikatnie pociągnąłem w stronę sypialni. Wyłączyłem jej telefon i czekałem aż zaśnie. Dopiero gdy usłyszałem jej unormowany oddech odpłynąłem.


*** Oczami Scarleth ***

Obudziłam się w jego ramionach, czułam jego loki na swojej twarzy. mimowolnie się uśmiechnęłam i delikatnie, żeby go nie obudzić, wstałam i wyszłam z sypialni. Zrobiłam herbatę i usiadłam na kanapie w salonie, patrzyłam na deszcz miarowo uderzający w szybę. Przypomniałam sobie o telefonie, który został w sypialni. Wróciłam do niej i wyszłam trzymając w dłoni telefon. Od niechcenia zaczęłam przeglądać zdjęcia. Zatrzymałam się przy jednym z nich. Tęskniłam za Laylą. Za przyjaciółką. Owszem, miałam Eleanor, którą lubiłam, nawet bardzo. Ale ja nie chciałam tak po prostu przekreślić tamtej przyjaźni. Była dla mnie ważna i chociaż fakt, że dziewczyna była w ciąży z moim ojcem napawał mnie cholernym obrzydzeniem, brakowało mi tej roześmianej mordki obok.
- Co robisz? - pusty już (na szczęście) kubek upadł na dywan.
- Przestraszyłeś mnie... - Harry zaśmiał się tylko i pocałował mnie w czubek głowy.
- Zauważyłem, kotku. Co chcesz na śniadanie?
- Tosty.
- Dobrze - i już go nie było. Nadal wpatrywałam się w to zdjęcie. Dokładnie pamiętałam okazję, przygotowywałyśmy się do balu na zakończenie szkoły średniej. Było świetnie, dopóki nie pojawił się mój były z jakąś laską. Wtedy Layla wyciągnęła mnie na zewnątrz i uspokoiła, bo w najlepszym stanie nie byłam. Byłam jej za to bardzo wdzięczna, bo z kolesia był niezły kawał dupka.
- Głupia menda - mruknęłam i odłożyłam telefon.
- Mam nadzieję, że mówisz o niej, nie o mnie. - jeszcze trochę i na sto procent dostanę zawału. To jakieś gangsterskie zboczenie, że zawsze się tak skrada?!
- O niej.
- Nie myśl o tej...
- HARRY.
- Okej, już - uniósł ręce w górę w obronnym geście, ale chwilę później złapał mnie w pasie i przerzucił sobie przez ramię - Porywam cię na śniadanie.
- Ratunku, wariat! - śmiałam się dopóki nie posadził mnie na krześle, bo dopiero wtedy uciszył mnie pocałunkiem. Cieszyłam się smakiem jego ust i dotykiem, gdy wsunął dłonie pod moją bluzkę. Jednak coś nie pozwalało mi się nim cieszyć do końca i pewnie przez moje rozkojarzenie odsunął się ode mnie.
- Chyba zabiorę ci ten telefon. Smacznego - podał mi talerz, a ja zaczęłam jeść.
- Harry, czy to dziwne, że ja za nią tęsknię?
- Dla mnie trochę tak, ale ja jestem facetem. - nie odrywał wzroku od talerza, więc z cichym westchnieniem zrezygnowałam z dalszej rozmowy. - Scarleth, tylko nie rób nic bez mojej wiedzy, dobrze?
- Jak na przykład?
- Nie spotykaj się z nią bez mojej wiedzy, bo to może być niebezpieczne. - prychnęłam.
- Niby dlaczego?
- Bo może powiedzieć twojemu ojcu i znów cię stracę?
- Pewnie masz rację - wzruszyłam ramionami i posprzątałam po śniadaniu - Ale wiesz, chyba mimo wszystko chciałabym się z nią spotkać.
- Pomyślimy, myszko...


*** Oczami Layli ***

Wszystko się psuje. Nie tak miało być, straciłam i przyjaciółkę i mężczyznę, którego naprawdę kochałam. Dlaczego? Bo bałam się szczerze porozmawiać z przyjaciółką...
- Layla - podniosłam na George'a zmęczone spojrzenie - Wychodzę.
- Kiedy wrócisz?
- Nie twoja sprawa - przygryzłam wargę i wróciłam do oglądania telewizji - Jakby Scarleth się odezwała, masz mnie o tym poinformować.
- Wiem, pamiętam.
- Nie tym tonem, Layla - podszedł do mnie i dość mocno złapał mój podbródek, zmuszając tym samym do patrzenia sobie w oczy - Uważaj na siebie, nie chcę, żeby coś stało się z dzieckiem.
- Rozumiem.
- Do zobaczenia. - i wyszedł. Westchnęłam cicho i położyłam się na tej ogromnej sofie. Umrę tu z nudów. Znowu. Każdego dnia po trochę umieram. Scarleth pewnie się ze swoim porywaczem nie nudzi. No cóż...
Mój telefon zaczął wibrować. Niepewnie wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Wywołałam wilka z lasu. Odebrałam.
- Sharleth?
- Layla, hej... Ja wiem, że dużo się ostatnio działo, ale naprawdę chciałabym się z tobą zobaczyć, porozmawiać.
- Emm... No dobrze. Za godzinę? W naszej dawnej kawiarni?
- Jasne, już się zbieram - miałam się rozłączyć, ale przerwał mi jej zdenerwowany głos - Ach, Lay... Zapomniałabym. Nie mów mojemu ojcu, proszę.
- J-jasne... - połączenie się przerwało, a ja bardzo powoli odsunęłam telefon od ucha. Stałam przed naprawdę ciężkim wyborem. Weszłam w kontakty i zatrzymałam się na jednym z nich. Mogłam zadzwonić do George'a i powiedzieć mu o tym, że umówiłam się ze Scarleth i tym samym sprawić, że znów będzie patrzył na mnie inaczej, że wrócimy do tego, co było... Ale mogłam też odzyskać przyjaciółkę, której od dłuższego czasu mi brakuje. Schowałam twarz w dłoniach i powstrzymałam łzy napływające mi do oczu. Dlaczego to musi być takie trudne?


*** Oczami Scarleth ***

- Dzięki za spotkanie, Lay. - mocno przytuliłam dziewczynę, czując jak szeroki uśmiech wkrada się na moją twarz, a już po chwili złapałam narzeczonego za rękę. Nie chciał puścić mnie samej, ale w sumie mu się nie dziwiłam. Czekał cierpliwie pod kawiarnią, bo, jak sam mówił, chciał dać nam trochę prywatności, chociaż moim zdaniem po prostu nie chciał słuchać tego typu rozmów.
- To ja dziękuję, Scar. Brakowało mi cię, wiesz?
- Wiem, bo mi Ciebie też...
- Scarleth, powinniśmy już jechać - spojrzałam na Harry'ego i kwinęłam głową. Pożegnałam się z przyjaciółką i już 10 sekund później siedziałam w samochodzie, a Harry jechał w stronę naszego domu, trzymając dłoń na moim udzie.
- Dziękuję za dzisiaj, Harry. - uśmiechnął się i delikatnie zacisnął palce.
- Chcę, żebyś była szczęśliwa, nawet jeżeli w praktyce ma to oznaczać spotkania z nią. - poczułam tą ogarniającą mnie radość. Wiedziałam, że to ten jedyny. Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna.
- Kocham cię, Harry.
- Ja ciebie też kocham, Scarleth. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 36 - Chinese food, cheap wine and football match

*** Oczami Harry'ego ***

Zachowanie Scar na wakacjach troszeczkę mnie zmartwiło. Nadal chodzi zdenerwowana i smutna. Pocałowałem ją długo wychodząc na akcję.
- Nie idź. - złapała mnie za rękę. - Tak bardzo chcę, żebyś został.
- Za godzinkę jestem.
- Weź mnie ze sobą. Chcę być obok Ciebie. - przytuliłem ją i pocałowałem w czoło.
- Tutaj jesteś bezpieczna. Kotku to nic wielkiego. Jadę tylko pogadać z chłopakami.
- A szybko wrócisz ?
- Najszybciej jak się da. No Scarleth, nie dramatyzuj, błagam. - pocałowałem ją krótko i wyszedłem. Wkurza mnie robienie takiej dramy. Zawsze wychodziłem, a nagle coś jej się przyśniło i będzie ryczała. Kocham ją, ale to irytujące. Kobieta nie będzie mnie kontrolowała i ustawiała. Jechałem w stronę miasta myśląc o oświadczynach. Zaobrączkuje się. Ciekawe jakim będę mężem. Pewnie tak samo fatalnym jak chłopakiem. Uśmiechnąłem się parkując pod domem Louisa. Wysiadłem z auta i podszedłem do drzwi. Otworzyły się zanim jeszcze zapukałem. Eleanor rzuciła mi się na szyję.
- Harry Harry oświadczyłeś się jej ! Gratuluję ! - nie bardzo wiedziałem co mam zrobić więc po prostu stałem. Uśmiechnięty Louis przyszedł i ją odciągnął. Nadal bardzo lubię El. Są z Louisem świetną parą.
Byli tylko oni  i Zayn. Przyjechałem spóźniony więc reszta powinna już być.
- Emm... Jest piątek. O ile się nie mylę w każdy piątek jest jakaś akcja.
- Zapomniałem Ci powiedzieć, że robimy sobie jakąś przerwę. Psy za bardzo węszą.
- Kurwa no, mogłeś dzwonić Louis. Zostałbym ze Scarleth. - założyłem kurtkę.
- Nie możesz z nami posiedzieć ?
- Nie. Chcę spędzić wieczór ze Scar. - pożegnałem się i wyszedłem. Pojechałem do centrum po chińskie jedzenie i wracałem do domu. Na autostradzie był wypadek. Przejechałem obok. Na szczęście nie ma znajomego samochodu. Wróciłem do domu.
- Jestem. - przyszła do mnie i się przytuliła. Boże takie zachowanie zaczyna być męczące. Najbardziej denerwuje mnie to, że nie chce powiedzieć mi o co chodzi. Martwię się o nią.
- Kupiłem jedzenie. - uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czoło - Chodź zjeść. Pewnie już wystygło. - poszedłem do kuchni i rozpakowałem to. Otworzyłem też wino. Siedliśmy w salonie na dywanie i włączyłem mecz. Za to najbardziej ją kocham. Nie trzeba jej wiele, żeby była szczęśliwa. Chińskie jedzenie, tanie wino i mecz. Takiej kobiety szukałem.

*** Oczami Scarleth ***

Harry dzisiaj bardzo chciał coś załatwić w Londynie no i tym sposobem wysłał mnie i Eleanor na zakupy.
- Masz już jakieś plany co do ślubu ? - spytała mnie dziewczyna, a ja z uśmiechem spojrzałam na pierścionek.
- Nie mam pojęcia, ale na 100 % nie chcę brać go w kościele, albo w urzędzie.
- Idziemy poszukać sukni ? No chodź !
- Ale ja nie chcę takie tradycyjnej.. Chcę coś innego niż wszyscy mieli.
- Coś znajdziemy. - zobaczyłam ją jak tylko weszłam do sklepu z sukniami ślubnymi. 40 minut później była już moja. Niosłyśmy z El to pudełko do samochodu. Mój czerwony mercedes pięknie prezentował się na parkingu. Wyruszyłyśmy jeszcze w poszukiwaniu butów no i sukienki dla El. Będzie moją druhną. No i znalazłam. Wyglądała nieziemsko.
- To nie fer. Jesteś zbyt piękna. - wywróciła oczami.
- A ty zbyt kochana. - poszłyśmy jeszcze na sushi. Dzień był super. Koło 18 wróciłam do domu. Harry'ego jeszcze nie było. Hmm.. kiedyś muszę nauczyć się gotować. Włączyłam laptopa i znalazłam przepis na szybkie danie. Sprawdziłam składniki. Mam ugotowany ryż, w zamrażarce warzywka na patelnię. Podsmażę i pokroję mięso. He, to nie aż takie trudne. 40 minut później wszystko było gotowe. Nawet jakieś przyprawy tam wsypałam.
- Scarli jesteś już ?
- Tak ! W kuchni !
- Kupiłaś coś do jedzenia ? - wszedł do kuchni i pocałował mnie w policzek.
- Nie. Ugotowałam. - zamknęłam szybko laptopa.
- Ty tak na serio ?
- Serio serio.
- Trenujesz się w zawodzie żony ?
- Chcę być dla Ciebie jak najlepsza. Ja próbowałam i jak widzisz, jeszcze żyję. Nałożyć Ci ?
- Pewnie. - razem usiedliśmy przy stole.
- Kupiłam dzisiaj sukienkę na ślub.
- Sukienkę ? Nie suknię ? - pokręciłam przecząco głową.
- No bo ja nie chcę ślubu w kościele, ani w urzędzie.
- Jakieś pomysły ? - cały wieczór wymienialiśmy nasze uwagi i pragnienia co do tego szczególnego dnia. Wszystko wydawałoby się być takie idealne. Czułam się jak księżniczka w bajce.
- Idę pod prysznic. Idziesz ze mną ? - uśmiechnął się całując mnie po szyi.
- Idę. - pomógł mi wstać i wziął mnie na ręce. Zaniósł mnie do łazienki i rozbierał całując. Miał być prysznic, a nie seks, ale nie będę narzekać. Nalał wody do wanny. Chyba pierwszy raz pozwolił mi być na górze. Było mi z nim cudownie. Oboje przeżyliśmy orgazm i dopiero wtedy zorientowałam się, że nie użyliśmy zabezpieczenia.
- Harry ?
- Wiem. - pocałował mnie w czoło. - Rodzina to rodzina. Sami jej nie stworzymy.
- Nie wiedziałam, że chcesz mieć dzieci...
- Jedno lub dwójkę. - wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go. Boże ja i Harry będziemy mieć dzieci, weźmiemy ślub. Nigdy nie sądziłam, że to będzie możliwe. Nigdy nie byłam bardziej pewna jego uczuć do mnie niż teraz.
- Kochanie ? Po co byłeś dzisiaj w Londynie ?
- Dobrze, że pytasz. Byłem kupić gazetę.
- I po jedną gazetę jechałeś taki kawał ? - zaśmiał się.
- Kupiłem całe wydawnictwo. To Twoje takie ulubione co czytasz było na sprzedaż. No i kupiłem. Mam nadzieję, że pomożesz mi jakoś to ogarnąć.
- A co z gangiem ?
- Jako ojciec i mąż nie mogę całe życie robić na lewo. Muszę o Was zadbać. To jak, pomożesz ?
- Oczywiście, że Ci pomogę ! Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.
- Ja też kochanie. - wyszliśmy z wanny. Założyłam piżamę i rozczesałam włosy. Harry się golił. Zaśmiałam się sama do siebie.
- Co się cieszysz ?
- Przypomniała mi się scena ze Shereka jak się oboje golili. Dobrze, że ja nie muszę. - złapał moją twarz w dłonie i przycisnął usta do moich. Pianka do golenia wylądowała na  mojej twarzy.
- Harry ! - pisnęłam i zaczęłam ją zmywać. Fuj. Śmiał się ze mnie goląc się. - Jesteś nieznośny. Idę do łóżka.- jak obok niego przechodziłam to jeszcze mnie za tyłek złapał. Wywróciłam oczami i naszykowałam pościel. Zajęłam miejsce na swojej połowie i czekałam na mojego ukochanego.
- Śpisz już kotku ? - połozył się obok, a ja od razu zajęłam miejsce w jego ramionach.
- Nie śpię. Wiesz, że bez Ciebie nie zasnę. - objął mnie i pocałował w czoło.
- Kocham Cie Scarleth.
- Ja Ciebie też kocham Harry. - wtuliłam nos w jego szyję i cieszyłam jego zapachem. Już prawie usypiałam kiedy usłyszałam wibracje mojego telefonu.
- Kotku, kto o tej porze ? - mruknął Hazz.
- Nie mam pojęcia. - odblokowałam ekran i aż zadrżałam. Ojciec.

Obserwatorzy