poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 35 - I'll Go Wherever You Will Go

*** Oczami Scarleth ***

Patrzyłam to na niego, to na kwiat z szeroko otwartymi ustami, nie wiedząc, co powiedzieć. W pierwszym
odruchu chciałam sprawdzić, czy ma temperaturę, później czekałam, czy przypadkiem nie wybuchnie śmiechem. Czekałam do momentu, gdy z zamyślenia znów wyrwał mnie jego głos.
- Scarleth - przełknął ślinę, a ja otrząsnęłam się.
- Co?
- Zostaniesz moją żoną? - poczułam, jak szklą mi się oczy i przyspiesza mi oddech. Tak długo na to czekałam...
- Tak, Harry. Zostanę - przez chwilę miałam wrażenie, że na jego twarzy zauważyłam ulgę. Wsunął mi pierścionek na palec i wstał, po czym wziął mnie na ręce, mocno przytulił i pocałował. Naprawdę, modliłam się, żeby ta chwila trwała wiecznie.

* * *

Chociaż myślałam, że to niemożliwe, po zaręczynach układało się nam jeszcze lepiej, niż na początku wyjazdu, a już wtedy było cudownie. Zazwyczaj dzieliliśmy czas między plażę i łóżko. Graliśmy często w siatkówkę, a gdy raz jakiś facet podszedł, żeby podać mi piłkę myślałam, że Harry zmiażdży mi żebra, tak mocno mnie objął. Był zaborczy, ale w sumie chyba byłam mu za to wdzięczna. Było tu tylu mężczyzn, że bałam się przejść przez plażę bez jakiegoś okrycia wierzchniego. Dzisiaj było wyjątkowo gorąco. Powiedziałam Harry'emu, że sama wrócę do pokoju, bo zapomniałam kremu na opalanie, a w pełnym słońcu nietrudno o poparzenie skóry. Gdy już wracałam na plażę, poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Zatrzymałam się i w jednej chwili zostałam odwrócona. Stał przede mną umięśniony koleś o raczej niezbyt inteligentnym wyrazie i tak niezbyt pięknej twarzy.
- Hej, maleńka. Bolało jak spadałaś z nieba? - no ja pierdolę, serio?
- Mnie nie, ale ciebie pewnie tak, patrząc na twoją twarz nawet nie mam wątpliwości. - zaśmiał się tylko. No idiota.
- Zadziorna... Lubię takie. - jego ręka znalazła się na moim tyłku, ale zanim ja zdążyłam ją strącić, zastąpiła ją inna. Przełknęłam ślinę.
- Przepraszam, coś mówiłeś?
- Nooo. Dobra z niej du... - zanim skończył oberwał po twarzy, na tyle mocno, że chyba zgubił jedynkę.
- Ta "dupa" to moja narzeczona. Uważaj na słowa, bo pożałujesz - Harry stanął naprzeciw mnie i delikatnie położył dłonie na moich ramionach - Nic ci nie zrobił, wszystko dobrze?
- Jest ok, Hazz. - objął mnie ramieniem i pocałował w skroń.
- Chcesz jeszcze iść na plażę?
- Nie chcę.
- To zabieram cię na obiad - uśmiechnęłam się i splotłam nasze palce. Mój narzeczony, mój jedyny Harry.
Wieczorem poszliśmy na inną plażę. Szłam po ciepłym piasku trzymając za rękę mojego narzeczonego, a patrząc w horyzont myślałam o przyszłości. Co w zasadzie się zmieni? Będę panią Styles, ale czy to w jakikolwiek sposób wpłynie na moje relacje z Harrym? Usiedliśmy na kocu, gdy niebo było już krwistoczerwone. Poczułam dłonie na swoich biodrach i uśmiechnęłam się lekko.
- O czym myślisz?
- O nas.
- I co wymyśliłaś?
- Nic wielkiego... Harry, w zasadzie skąd decyzja o oświadczynach? - wzruszył ramionami i westchnął cicho. Siedzieliśmy w milczeniu przez dłuższy czas.
- Nie mogę znowu cię stracić, Scarleth. Kiedy jechałem wtedy do centrum... Nie chciałbym się tak więcej, czuć, kochanie, ale myśl, że mogłaś zniknąć tak mnie przeraziła... Teraz nie wyobrażam sobie mojego życia bez ciebie.
- Ja swojego bez ciebie też nie widzę. Pójdę za tobą, dokądkolwiek pójdziesz. - przerażała mnie prawdziwość tego stwierdzenia. Do tego stopnia, że posmutniałam. Zauważył to.
- Co się dzieje, Scar? - nie będę owijać w bawełnę.
- Jesteś w gangu, Harry. Trochę przerażają mnie chwile, w których znikasz i nie mam od ciebie znaku życia przez dłuższy czas, ja...
- Nie masz powodu do obaw, Scarleth. Nie robię tego od wczoraj.
- Ja wiem, ale...
- Nie ma żadnych ale, Scarleth - uciął i pocałował mnie krótko w usta, chyba go zdenerwowałam - Idziemy? - pokiwałam głową i wstałam, pomogłam mu złożyć koc i wróciliśmy do siebie. Od razu poszłam pod prysznic i do łóżka. Zmęczona wydarzeniami całego dnia i poprzednią nocą zasnęłam, gdy tylko poczułam ramiona Harry'ego oplątujące moje ciało.

* * *

Wzięłam do ręki jego telefon i niepewnie odblokowałam klawiaturę. Naprawdę wahałam się czy to zrobić, ale w końcu powinnam. Został dzień do ślubu, już nic złego się nie stanie. Wpisałam numer i czekałam na połączenie. Po dwóch sygnałach zaczęłam się wahać, ale już nie było odwrotu. Ktoś podniósł słuchawkę.
- Danell. - wow, zawsze był taki... Zimny?
- Wychodzę za mąż - cisza po drugiej stronie - Chciałam tylko, żebyś wiedział. - i rozłączyłam się.
Następnego dnia nie mogłam nic zjeść, chodziłam zestresowana zerkając w stronę szafy,w  której wisiała sukienka. Godzinę przed planowaną ceremonią zaczęłam mieć złe przeczucia, które potwierdziły się, gdy szłam w stronę mojego męża, gdy ślub się zaczynał. Kwiaty wypadły mi z dłoni, gdy zobaczyłam mojego ojca, gdy przystawiał Harry'emu pistolet do skroni.
- Tato, nie... - jęknęłam cicho przez łzy. Mój ojciec uśmiechnął się złowieszczo i nacisnął na spust.

* * *

Gdy otworzyłam oczy nie zobaczyłam go obok. Poczułam, jak zaczynam drżeć na całym ciele, targana płaczem. Oddech znacznie mi przyspieszył, gdy zobaczyłam telefon na szafce nocnej. Szybko wzięłam go w dłoń i z impetem rzuciłam o podłogę.
- Scarleth? - ten głos... Skierowałam zapłakany wzrok na wejście do pokoju - Możesz mi powiedzieć, co ty właściwie robisz? - zerwałam się na równe nogi i wskoczyłam na niego. Oplątałam go rękoma i nogami.
- Dobrze, że jesteś...
- Odpowiedz, Scar.
- Nie - jęknęłam i wtuliłam twarz w jego szyję, szukając bezpieczeństwa - Nie wiem. - pocierał dłonią moje plecy.
- Myszko, powiedz, o co chodzi.
- Nie chcę tu być. Zabierz mnie stąd. - ujęłam jego twarz w dłonie i patrzyłam, jak zmienia się jego nastawienie. Jak zmienia się on.


// Przepraszam za zwłokę, Wasza C.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 34 - We were friends, but.. you cheated on me.

*** Oczami Harry'ego ***

- Nie wierzę w to. Dlaczego mi nie powiedziałeś Zayn ? Naraziłeś Scarleth !
- Dowiedziałem się dosłownie minutę przed tym jak przyjechaliście. - nie mogę mieć do niego żalu. Nikt z nas nie podejrzewał, że Victorie pracuje dla innego gangu. Była wtyką kolesi nazywających się Vampsami.
Kierowaliśmy się już do sklepu, w którym najprawdopodobniej była  moja Scarleth. Byłem zły. Bardzo zły. Weszliśmy tam jak gdyby nigdy nic. Zayn poszedł w prawo, a ja w lewo. Spacerowałem między wieszakami niby coś oglądając.
- Przymierzalnie. - mruknął Zayn. Poszliśmy tam. Wyjąłem broń. On nawet wiedział, do której wejść. Pociągnął za zasłonę wchodząc tam z zaskoczenia. Wypchnął Scarleth w moje ramiona.
- Zabierz ją. - powiedział, a potem usłyszałem tylko plask. Wziąłem moje maleństwo na ręce i wyniosłem ze sklepu w chwili kiedy usłyszałem strzał. Wszyscy dookoła padli na ziemię, a ja szedłem w stronę wyjścia. Wiedziałem kto strzelił i wiedziałem do kogo.
- Harry co się dzieje ?
- Nic króliczku. Nic. Kupiłaś sobie coś ładnego ?
- Nie zdążyłam. - westchnąłem i ją postawiłem.
- Jutro pojedziemy razem. Obiecuję. Spędzimy razem cudowny dzień.
- Dobrze, ale chciałabym, żebyś powiedział mi co się dzieje.
- Nie będę Cie straszył maleńka. - dołączył do nas Zayn.
- Gdzie Vic ? - oboje milczeliśmy. Scar patrzyła na mnie przerażona i zaczęła szybciej oddychać. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta zanim zaczęła robić aferę na środku sklepu. Odwiozłem Zayna i ruszyłem w stronę domu. Kiedy położyłem dłoń na jej udzie to ją zepchnęła.
- Scarleth o co jesteś na mnie zła ?!
- Zabiliście Victorie, a zaraz zabijesz mnie ! Ufałam Ci !
- Scar.. Zayn musiał to zrobić. Vic była wtyką. Skontaktowała się z nim matka Victorie. Tak. Jej matka. Vic od początku okłamywała nas wszystkich. Chciała Cie zabić.


*** Oczami Scarleth ***

Nie mogę w to uwierzyć. Vic przeciwko mnie ? Po tym wszystkim co zrobił jej Zayn ?
- Harry ?
- Tak maleńka ? - położyłam jego dłoń na mojej nodze.
- Pojedziemy na wakacje ? - gładziłam jego poranione knykcie.
- Gdzie byś chciała moja maleńka ?
- Bora bora.
- Co tylko powiesz. - wziął mnie za rękę i ucałował jej wierzch. Kocham go najbardziej na świecie. Z tych całych nerwów usnęłam kiedy wiózł mnie do domu.


*** Oczami Harry'ego ***

Scar ma dość. Musi dużo odpoczywać. Kiedy się obudziła dałem jej picie ze środkami nasennymi. Spakowałem nas i ruszyłem ze śpiącą dziewczyną na lotnisko. Mam swój samolot bo w końcu latanie tymi publicznymi to katorga.
- Harry ? - obudziła się kiedy wnosiłem ją do samolotu.
- Tak kochanie ?
- Co ty robisz ?
-  Zabieram Cie na wakacje. - uśmiechnęła się do mnie najpiękniej, tak jak tylko ona umie. Kocham ją. Tak najbardziej. Chyba czas się do tego przyznać.


*** Oczami Zayna ***

- Gdy nie ma wódki dręczą mnie smutki, wódka wódka wódka musi być ! - zaśpiewałem nalewając sobie kielona. Przyzwyczaiłem się do samotności. Pozbyłem się uczuć. Od dłuższego czasu wiedziałem, że Vic coś kombinowała i to sprawiło, że coś co może do niej czułem wygasło.
- Zayn ? Jesteś tutaj ? - Louis.
- Tak przyjacielu, wejdź. Już Ci polewam. - chwiejnym krokiem ruszyłem po kieliszek.
- Nie, dzięki. Jestem z Eleanor.
- O. To wezmę dwa kieliszki. - zaśmiał się i położył dłoń na moim ramieniu.
- Daj spokój. Usiądź. - no i chwiejnie ruszyłem w stronę kanapy.
- Co Was sprowadza moi mili ? - polałem sobie jeszcze troszeczkę.
- Zabieramy Cie do siebie.
- A co ty mówisz ?
- Zayn oni będą na Ciebie polować.
 -To ich zabiję.
- Zabieramy Cie. Spak.. Eleanor Cie spakuje i proszę Cie uspokój się.
- Ale przecież ja jestem bardzo spokojny. - patrzyłem jak dziewczyna idzie na górę.
- Trzymasz się ?
- Trzymam. Wiozę się pomału. - zaśmiał się i pomógł mi wstać. - Louis ?
- Tak ?
- A u Was też mogę pić prawda ?
- Możesz Zayn.
- Tylko mi dywanów nie zarzygaj. - wtrąciła El. Lubię Eleanor. Urocza dziewczyna.

*** Oczami Harry'ego ***

- Księżniczko moja ? - postawiłem śniadanie na szafce nocnej i usiadłem obok niej. Kochałem się z nią w nocy. Jak zawsze było mi idealnie.
- Hej kochanie. - uśmiechnęła się do mnie.
- Jak tam ? - odgarnąłem jej włosy z buzi.
- Dobrze, a tam ?
- Cudownie. Zjedz. - usiadła na łóżku.
- A możemy wyjść na taras ?
- Chodź. - wziąłem tacę, a ona założyła moją wczorajszą koszulę. Wyszliśmy na taras. Bora bora. Domki na wodzie, słońce, krystalicznie czysta woda. Usiedliśmy i jedliśmy.
- W nocy było super.
- Mi też się podobało. - dałem jej buziaka. - Wiesz co mnie zastanawia ?
- Co ?
- Zawsze jak jesteśmy z daleka od Londynu to jest między nami przecudownie.
- Też to zauważyłem. Scar.. podjąłem pewną decyzję.
- Jaką ? - poszedłem i ostatni raz spojrzałem na wyjątkową różę. Teraz albo nigdy. Wróciłem na taras. Klęknąłem na jednym kolanie i wręczyłem jej kwiat.
- Scarleth, czy zgodzisz się zostać moją żoną ?



poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 33 - Secret

- Powiedziałem Ci Danell. Zostaw Scar w spokoju, a o niczym jej nie powiem. Wkurw mnie jeszcze raz, a ona dowie sie o wszystkim. Tego chcesz ? Nie sądzę. - razem z chłopakami wróciliśmy do auta. Oni pojechali się schlać, a ja do domu. Mała jeszcze nie spała.
- Co jest kotuś ? - pocałowałem ją w czoło.
- Nie mogłam bez Ciebie zasnąć. Bałam się sama.
- Muszę Ci psa kupić.
- Harry, a co właściwie stało się z Killerem ?
- Umm... Uciekł ? - zaśmiała się.
- Rozumiem. Idź pod prysznic i chodź spać.
- Idę miśku. - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Zostawiłem Scar na łóżku i poszedłem pod prysznic. 15 minut później byłem obok niej. Wziąłem telefon i napisałem do Zayna.


*** Oczami Scarleth *** 

Rano nawet udało mi się przygotować Hazzie śniadanie ! Z dumą czekałam aż zejdzie na dół.
- Hej maleńka.
- Hej Hazz. Zrobiłam śniadanie. - uśmiechnęłam się.
- Chcesz mnie zabić ?
- Oj no weź ! Starałam się ! - zrobiło mi się przykro. Przytulił mnie.
- Przecież żartuję. Na pewno jest pyszne. - usiedliśmy do stołu. - A zjesz pierwsza ? - wydęłam dolną wargę udając smutek. Wiedziałam, że się nabija. Zaśmiał się jeszcze raz i zaczął jeść.
- I jak ?
- Całkiem smaczne te omlety. Wydaje mi się, że trochę udajesz, żebym ja Ci gotował.
- Nie..? - ten dzień jakoś miło się zaczął. Aż dziwnie. Hazz posprzątał po śniadaniu. Patrzyłam na jego ciało, gdy pakował naczynia do zmywarki. Był tak nieprzyzwoicie idealny...- Spotkasz się dzisiaj z Victorie.
- Och... - dopiłam kawę i zaczęłam bawić się palcami - Chcesz się mnie pozbyć na jakiś czas, czy coś?
- Nie, Scar. Chcę, żebyś się rozerwała i porozmawiała z jakąś dziewczyną - patrzyłam, jak na jego twarz wkradały się kolejno niepewność, zażenowanie i powaga - Chyba dziewczyny potrzebują tego raz na jakiś czas, czy coś... - nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem, ale gdy zobaczyłam jego mordercze spojrzenie odchrząknęłam i uśmiechnęłam się słodko.
- Nie no, masz rację.
- No... - pocałował mnie w czoło  - Leć na górę, Doll. Zayn też przyjdzie, więc przebierz się z tej piżamy...


*** Oczami Harry'eggo ***

Scarleth była jeszcze na górze, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem je i omal nie upuściłem szklanki z wodą, którą trzymałem w dłoni. Victorie wyglądała tak... Tak wow. Nigdy nie brakowało mi słów, ale tym razem słowa nie wystarczały. Jej kręcone, ciemne włosy wydawały się być jeszcze ciemniejsze, miała na sobie białą bokserkę, czarną skórzaną kurtkę, jeansy i czerwone szpilki, komponujące się ze szminką. Co zdziwiło mnie w sumie bardziej to fakt, że Zayn trzymał jej dłoń, nie nadgarstek, jak zazwyczaj.
- Emm... Cześć? - przepuściłem ich w drzwiach i patrzyłem, jak Malik obejmuje brunetkę i całuje ją w czubek głowy. Kątem oka zobaczyłem bandaże na nadgarstkach Vic. Co się w zasadzie działo?
- Gdzie Scarleth?
- Na górze, zaraz powinna zejść.
- Ok. Pójdą na zakupy, zgadzasz się? - niepewnie pokiwałem głową. Miałem złe przeczucia - Victorie nic nie odwali, Harry. Prawda? - dziewczyna kiwnęła głową i spojrzała z uśmiechem na Scarleth, która właśnie weszła do pokoju. Moja najpiękniejsza. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w skroń.


*** Oczami Scarleth ***

- Tylko wróćcie za dwie godziny.
- Dobrze, Harry...
- I bez numerów.
- Oczywiście, Zayn.
- Macie być...
- Punktualnie o 15.30, każda minuta spóźnienia zwiększa karę, bla, bla, bla.
- Victorie, lepiej uważaj. - dziewczyna uśmiechnęła się słodko i pocałowała Zayn'a w policzek, po czym szybko pociągnęła mnie za rękę do drzwi. Odwróciłam się jeszcze, żeby pomachać Harry'emu i z uśmiechem patrzeć, jak mi odmachuje. Godzinę później wciąż stałyśmy w korku. No tak, Londyn... Zerknęłam na nadgarstki Vic i przeniosłam na nią przerażone spojrzenie, ale ona tylko się uśmiechnęła.
- Spokojnie, to nic.
- Wygląda inaczej.
- Nie cięłam się. To od kajdanek - przygryzła wargę - Trochę się zmieniło, Scarleth. - odpowiedziała mi wszystko, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia.
- POBIŁAŚ GO?
- Ma się ten talent - zarzuciła włosami. No cóż, nie ukrywam, że zdziwiło mnie to, że zamiast ją  pobić, o co bym go podejrzewała, przespał się z nią, a ślady na nadgarstkach są śladami po... Kajdankach? Nie, zdecydowanie nie chcę wiedzieć. Chodziłyśmy po centrum i wybierałyśmy sobie masę ciuchów. Świetnie się bawiłam. Tęskniłam za jej towarzystwem, za tym luzem, za przyjaciółką. Przymierzałam chyba setną sukienkę, gdy nagle Shade wbiegła do mnie do przebieralni i szybko zasłoniła zasłonkę.
- Co ty robisz?- uciszyła mnie gestem i szybko wyciągnęła telefon z kieszeni kurtki i napisała sms'a. Usłyszałam jak ludzie wychodzą ze sklepu i jak zamykają się drzwi i zasłaniają okna. Victorie wyjęła spod kurtki pistolet i przeładowała go. Przełknęłam nerwowo ślinę, gdy podała mi drugi - Umiesz korzystać z broni?
-To nie jest mój jedyny sekret,Scar... - szepnęła i zerknęła na wyświetlacz, a później delikatnie odchyliła zasłonę i przeklęła cicho.
- Vic, co się dzieje?
- Nie jesteś bezpieczna.
- Co? - zbyła moje pytanie.
- Jakby ci to powiedzieć, Scar... Dopóki Zayn i Harry tu nie przyjadą, jesteśmy w dupie.

Pojawił się pierwszy rozdział na blogu Insomnia! Zapraszam! http://insomnia-zaynmalik.blogspot.com/

piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 32 - But..

- Nasz co ? - zaśmiał się. - Ślub ? Ty tak na poważnie ? - poczułam rosnącą kulkę w gardle.
- Nie było tematu.. - szepnęłam.
- Scarleth bądź poważna. - prychnął i poszedł dogadać się z agentem nieruchomości. Usiadłam na huśtawce i spojrzałam w niebo. Czemu on jest taki.. ciężki.. Jezu.. Do tego zaczyna padać.
- Doll idziemy. - westchnęłam i ruszyłam w jego stronę. Wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę samochodu.
- Hazz delikatniej.. - szepnęłam. Poluzował uścisk i otworzył mi drzwi od auta. Wsiadłam grzecznie. Przez całą drogę do Londynu nie zamieniliśmy tylko słowa. Słychać było tylko krople deszczu obijające się o samochód.
- Chcesz jechać na kolację ? - powiedział chłodno.
- Nie. Zrobię sobie jakieś kanapki.
- Jak chcesz.
- Porozmawiamy ?
- O czym Scar ?
- Czemu tak zareagowałeś jak powiedziałam o ślubie ?
- A jak miałem zareagować ? To nie moja bajka. Może jeszcze do tego nie dorosłem, nie wiem. Oboje jesteśmy młodzi Scarleth, a wiesz, że ja wyczucia  nie mam.
- Czyli nie mówisz, że nigdy nie weźmiemy ślubu ?
- Tego nie mówię kochanie, ale nic Ci nie mogę obiecać.
- Okej. - odetchnęłam. Myślałam, że jest zły.
- Kocham Cie, Doll.
- Ja Ciebie też Harry. - pocałowałam go w policzek w chwili kiedy podjechał pod swój dom.

~*~

- Wszystko ?
- Wszystko ! - wsadziłam ostatnie pudło do auta przeprowadzkowego i ostatni raz popatrzyłam na jego dom.
- Maleńka. - Harry podał mi kluczki. - Jedź cały czas za mną. - No tak. Zapomniałam dodać, że Hazz kupił mi ostatnio nowy samochód.
- Idę już idę. - wskoczyłam mu ze śmiechem na plecy.
- Co ty zrobiłaś z moim życiem. - zaśmiał się i postawił mnie obok Mercedesa. Dostałam jeszcze buziaka i wsiadłam do auta. Jechałam za nim. Jechał powoli jak na niego. Pewnie, żebym nadążyła za nim. Zaśmiałam się sama do siebie. Harry sam chciał decydować o remoncie, a że ja jestem leniwa to się zgodziłam. Zaparkował pod willą, a ja zaraz za nim.
- Chodź mała zobaczyć nasz nowy dom. - wyciągnął do mnie rękę, a ja podbiegłam i podałam mu swoją. - Gotowa ?
- Gotowa. - uśmiechnął się i otworzył drzwi. Byłam oczarowana. Piękne wnętrze. Salon, kuchnia, rodzinna jadalnia, łazienka i w końcu ciepła, romantyczna sypialnia.
- Jak Ci się podoba Scar ?
- Jest.. jest pięknie. - przytuliłam się mocno.
- Cieszę się. Starałem się  bardziej .. rodzinnie.
- Dziękuję Harry.. To dla mnie ważne. - pocałowaliśmy się, a chwilę później już rozpakowywaliśmy rzeczy. Przeszliśmy długą drogę do tego domu. Musieliśmy wytargać moje rzeczy z domu ojca bo nie chciał mi ich oddać. Harry cały czas stał obok mnie i nie pozwolił zbliżyć się do mnie Layli. Chciała ze mną pogadać, ale ja nie mam na to ochoty.
- Scarleth mówię do Ciebie ! - potrząsnęłam głową i spojrzałam na mojego wybranka.
- Tak ? Przepraszam zamyśliłam się. - westchnął i kucnął obok mnie.
- Nie myśl o ojcu i tej zdradzieckiej
- Nie kończ.. proszę..- pocałował wierzch mojej dłoni co mnie zdziwiło. To takie nie w jego stylu..
- Zrobię Ci obiad.
- Mogę pomóc ?
- Chcę zjeść. - pokazał mi język i poszedł do kuchni, a ja podreptałam za nim.

~*~

- Scarleth zamknij za mną. - jest prawie północ, myślałam, że pójdziemy spać.
- Gdzie wychodzisz ?
- No.. mam akcję z gangiem. Duża sprawa. Sporo zarobię !
- Boje sie o Ciebie kochanie. - przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
- Nie bój się. Zawsze do Ciebie wrócę. Jesteś bezpieczna. Połóż się i śpij. - pocałował mnie w czoło i wyszedł.Zamknęłam drzwi i zrobiłam jak chciał. Położyłam się w naszym wspólnym łóżku  i odleciałam.


*** Oczami Harry'ego ***

Czekamy. Las, śnieg, ciemno. Mam nadzieję, że to ostatni raz kiedy muszę oglądać mordę Danella. W końcu przyjechał. On i 4 ochroniarzy vs. Ja i 5 przyjaciół.
- Czego chcesz Danell ?
- Ile chcesz za Scarleth ?
- Słucham ?
- Ile mam Ci zapłacić, żebyś oddał mi córkę ?
- A ty głupi nadal myślisz, że wszystko jest do kupienia. - od niechcenia oglądałem swoją broń. - Scar jest moją dziewczyną i nie oddam Ci jej za największe skarby świata. Powiem Ci, że nasz związek poszedł do przodu.
- Co ? O czym ty do cholery mówisz ?
- No jak to ? Planujemy dziecko i ślub..
- Jesteś od niej o 4 lata starszy i
- A ty od Layli 40. Proszę Cie Danell lekcji moralność to ty mi nie udzielaj. Sam okłamywałeś Scarleth przez wiele lat. A jak myślisz co zrobi Scar jak dowie się, że to Ty zabiłeś jej mamę ? Jak myślisz ?
- Nie odważysz się Styles..
- Przekonamy się ?




Przepraszam za opóźnienie, kompletny brak weny miałam. Mam nadzieję, że nie jest bardzo tragiczny. Kocham Was ! 

czytasz = komentuj 

/ Horanowa.:) 

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 31 - I'm not a toy

*** Oczami Zayn'a ***

- Zjedz. To. - warknąłem i po raz setny przysunąłem talerz w jej stronę. Jak poprzednio, odsunęła go.
- Powiedziałam, że nie jestem głodna.
- Victorie... - zacisnąłem dłonie w pięści i odetchnąłem głęboko, próbując jej nie przyjebać - Za sekundę całe jedzenie zniknie z tego talerza, albo przepieprzę cię tak, że nie będziesz w stanie ruszyć się przez tydzień.
- Próbuj, Malik - parsknęła śmiechem i skrzyżowała ręce na piersi - Uwielbiam patrzeć, jak brak jakiegokolwiek posłuchu nadrabiasz agresją. Naprawdę, to takie męskie, bić kobietę...
- NIE PROWOKUJ MNIE, DO CHOLERY!
- TO PRZESTAŃ SIĘ NA MNIE DRZEĆ I ZROZUM, ŻE NIE JESTEM GŁODNA! - wstała i jednym ruchem zrzuciła talerz i szklankę ze stołu, roztrzaskały się na podłodze, tak samo, jak moja cierpliwość. W sekundzie znalazłem się przy niej i całym ciałem przycisnąłem ją do ściany.
- Skoro nie chcesz się słuchać, będzie bol... - nie spodziewałem się tego, co się stało. Bez żadnego ostrzeżenia poczułem cholerny ból krocza i skuliłem się. Wtedy dostałem w brzuch. Upadłem na kolana, a Victorie jednym, szybkim ruchem wykręciła mi rękę do tyłu i przyparła do podłogi. Oddychałem nierówno, czując jej usta tuż obok swojego ucha.
- Teraz mnie posłuchaj - ścisnęła mój nadgarstek tak mocno, że czułem, jak jej paznokcie przecinają moją skórę - Nie jestem zabawką, ani twoją, ani nikogo innego. Jestem swoja i sama o sobie decyduję, czy ci się to podoba, czy nie. Nie masz prawa mnie dotknąć, podnieść na mnie ręki, rozkazywać mi, czy grozić. Umiem się bronić, Zayn - podniosła się, ale mi wciąż brakowało na to sił - Nie pozwolę się bardziej skrzywdzić. - kątem oka widziałem, jak założyła na siebie skórzaną kurtkę i adidasy.
- Victorie, wróć.
- Nie, Zayn. Wychodzę. Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - usłyszałem tylko trzaśnięcie drzwi i powoli się podniosłem. Oparłem się o ścianę i normując oddech zacząłem intensywnie myśleć. Może jednak za wcześnie ją skreśliłem.
Może jeszcze będzie moją waleczną Directioner.



*** Oczami Harry'ego ***

- To ja pójdę wziąć prysznic.
- Leć, Scar - cmoknęła mnie w policzek i szybko pobiegła do łazienki na górę, a ja z uśmiechem poszedłem do salonu i włączyłem laptop, po czym zacząłem przeglądać najciekawsze oferty nieruchomości pod Londynem. Jakby ktoś pytał, jest tego mnóstwo. Właśnie zamykałem chyba setne ogłoszenie, gdy poczułem małe dłonie na ramionach. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Co robisz? - obróciłem się i jednym ruchem posadziłem ją na swoich kolanach i pocałowałem w czubek głowy.
- Szukam nam domu, Scarleth. - pisnęła radośnie i mocno mnie przytuliła. Powietrza, błagam.
- Znalazłeś coś? Pokażesz?
- Hmm... Tak i nie.
- HARRY!
- Co?
- No weeeeeź... - parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową.
- Te oczy szczeniaka na mnie nie działają, Scar.
- Hazz, proszę.
- Nie. Zobaczysz jutro. - czy ona w ogóle zamierza odpuścić...?
- Ale ja chcę dzisiaj.
- Doll.
- Styles. - dosłownie zabijała mnie wzrokiem. Wróć, próbowała zabijać mnie wzrokiem. Chyba nie wie, jak uroczo wygląda, jak się złości. No ale cóż, dam jej wygrać. Jej zwycięstwo sprawia, że ja też czuję się wygranym.
- Whoa, spokojnie, Danell - uniosłem dłonie w geście poddania i, zacząłem delikatnie całować jej szyję, cieszyć się zapachem jej skóry. Gdy próbowała mnie pocałować odsunąłem się i oblizałem wargi - Zobacz. Pierwsza karta. - jęknęła zawiedziona i powoli włączyła stronę. Widziałem, jak jej oczy błysnęły radością, więc tylko ją przytuliłem i patrzyłem, jak przegląda zdjęcia. Gdy skończyła mocno się we mnie wtuliła, a ja wykorzystałem chwilę jej nieuwagi i wsunąłem dłonie pod jej koszulkę. Nie protestowała. Cudownie. Szybko podniosłem ją, łapiąc za uda i przyparłem do ściany, zachłannie całując. Wplątała palce w moje włosy, a ja powoli rozpiąłem jej spodnie. Gdy tylko wylądowały na podłodze przeniosłem nas do sypialni. Dawałem jej rozkosz, nie tak jak za pierwszym razem. Skupiałem się na niej. Może dlatego poczułem tą cholerną satysfakcję, gdy krzyknęła moje imię, a ja opadłem na łóżko obok niej, oddychając nierówno. Gładząc delikatnie moje podrapane plecy sprawiła, że spokojnie zasnąłem.



*** Oczami Scarleth ***

Był dziwnie milczący, jakby nieobecny, skupiony na drodze. To trochę dziwne, zważywszy na to, że jeszcze kilkanaście godzin temu uprawiałam z nim seks, a teraz jakby mnie ignorował. No ale cóż, kto ogarnie faceta. Wyjrzałam za okno, później sprawdziłam godzinę i westchnęłam. Ta trasa trwa już zdecydowanie za długo.
- Harry, na pewno już dawno go minęliśmy...
- Scarleth, wiem gdzie jadę.
- No widocznie nie.
- Kurwa mać, błagam, nie irytuj mnie dzisiaj. - skrzyżowałam ręce na piersi i przygryzłam wewnętrzną stronę policzka. Od dłuższego czasu krążymy po okolicy, szukając tego jednego budynku, który nam obojgu przypadł do gustu, tylko po to, żeby się pokłócić? Bosko. Po dwóch minutach wjechał ostro w zakręt i zatrzymał auto przed ogromną willą. I na pewno cholernie drogą. On jest nienormalny? Wiedziałam, ze lubi przepych i otoczenie pięknych, drogich rzeczy, ale teraz zaczęłam się zastanawiać, że to chyba jest lekka przesadza.
- Mówiłem? Jesteśmy na miejscu. - wysiadł z auta i otworzył mi drzwi, a gdy znalazłam się poza autem, mocno uścisnął moją dłoń. Dopiero gdy cicho syknęłam, jego uścisk zelżał - Przepraszam, Doll. Po prostu naprawdę nienawidzę, gdy ktoś przeszkadza mi, gdy prowadzę. A już zwłaszcza gdy wiem, że dobrze jadę. To frustrujące. - uniósł moją dłoń do swojej twarzy i delikatnie pocałował jej wierzch. Posłałam mu ciepły uśmiech i splątałam nasze palce i wtedy pojawił się koleś, który oprowadził nas po posiadłości. To miejsce było obłędne, takie... Jakby stworzone dla nas. Nasze. I uświadomiłam to sobie, gdy staliśmy obok dużego basenu, a Harry trzymał swoje dłonie na moich biodrach. Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy.
- Nie mogę się doczekać, aż się tu wprowadzimy.
- Ja też, Doll. - ujęłam jego dłoń i bawiłam się jego palcami. Oczyma wyobraźni widziałam, jak się uśmiecha.
- Wiesz... Nasz ślub będzie piękny, Harry.

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 30 - Harleth.. ?

*** Oczami Harry'ego ***

- Doll.. wiesz jaki jest Zayn. Ja do końca nie wiem co się z nią dzieje, ale możemy się domyślać.. - odpowiedziałem wymijająco. Przytuliła się do mnie.
- Ty byś mi tak nie zrobił prawda ? - pokręciłem przecząco głową.
- Ja Cie kocham. Idź pod prysznic kochanie.. Jesteś zmęczona.
- Masz rację. Jestem. - pocałowałem ją w czoło i patrzyłem jak znika w łazience. Sam rozglądałem się trochę po domu. Urządzony w typowo angielskim stylu, zadbany z niesamowitą atmosferą ciepłego domu. Było tu dużo zdjęć Scarleth. Z jej mamą, ojcem. Te ostatnie miałem ochotę spalić.
- Dziękuję Harry. - usłyszałem cichy głos i prawie podskoczyłem ze strachu.
- Za co pani babciu ?
- Za to, że przywiozłeś Scarleth. Jej ojciec nigdy by tego nie zrobił. Najchętniej zabrałabym ją od niego w dniu kiedy zmarła moja córka.. ale nie mogłam. Byłam zbyt słaba.
- Scar jest już bezpieczna. Jest przy mnie. Nie pozwolę jej wrócić do ojca. O to może być Pani spokojna. - spojrzałem jej głęboko w oczy.
- Jest przy Tobie szczęśliwa i bezpieczna. Nie wtrącam się między Was bo wiem, że Scarleth jest bardzo mądra. Ale uważaj.. jak ją skrzywdzisz to będziesz miał do czynienia ze mną.
- Zapamiętam.
- Mam prośbę.
- Tak ?
- Mógłbyś jutro odwieźć mnie do siostry ? To pod miastem, zostanę tam na noc. Pomyślałam, że będziecie chcieli ze Scar pobyć trochę sami. W końcu to jej urodziny. - odpłynęła mi krew z twarzy. Zapomniałem.
- Oczywiście, że odwiozę. O której ?
- Z samego rana.
- To pójdę się już położyć.
- Obudzę Cie.
- Dobrze. Dobranoc. - wszedłem po schodach na górę. Scar akurat wychodziła z łazienki. Uśmiechnęła się do mnie. Wziąłem z walizki czyste bokserki i przyszła moja kolej na prysznic. Długo mi nie zeszło. W samych bokserkach poszedłem do sypialni. Doll siedziała na łóżku i klikała coś nerwowo w telefonie.
- Doll ?
- Harry ! Zayn coś zrobił Vic !
- Co ? Spokojnie..
- Zadzwoniłam do niej, odebrała i po chwili się rozłączyła ! - wziąłem swój telefon do ręki i zadzwoniłem do Zayna.

*** Oczami Zayna ***

Przy wybieraniu directioner muszę bardziej skupić się na charakterze. Jak ona jeszcze raz się rozpłacze to chyba ją zabiję. Trzymałem w ręce jej telefon, który tak bardzo chciała odebrać.
- Dlaczego to wszystko robisz ?!
- Przestaniesz powtarzać się z tymi pytaniami ? Robisz się nudna. Zaczynasz mnie nudzić.
- To mnie wypuść. - wyszedłem z jej sypialni zamykając ją na klucz. Telefon mi dzwoni.
- Tak Styles ?
- Dlaczego nie dajesz Scar skontaktować się z Vic ?
- Bo Vic doprowadza mnie do szału i ja na serio mam jej dość Harry. Mogę dać ją teraz do telefonu. Ale tylko na chwilę. I jak zacznie płakać to ją wcisnę w ścianę. - mimowolnie cicho się zaśmiał. Wróciłem do sypialni i dałem telefon Victorie. - Jedna łza Vic i więcej jej nie usłyszysz.

*** Oczami Harry'ego ***

Po rozmowie z Vic, Scar była lekko zdruzgotana. Nie mogła zasnąć, a ja leżałem spokojnie ją przytulając. Dopiero koło 2 usnęła, a ja razem z nią. Tylko, że ona się wyspała bo mnie o 5 obudziła jej babcia. Ale czego się nie robi dla babci mojej jedynej. Do domu wróciłem w już lepszym nastroju. Wybrnę z tematu urodzin, wybrnę.. Scar jeszcze spała. Przygotowałem śniadanie i poszedłem ją obudzić.
- Malutka.. - głaskałem delikatnie palcem jej policzek. - Wstań.. - pocałowałem ją w czoło.
- Przecież nie śpię Harry.. - jęknęła i otworzyła oczy. - Babcia zrobiła śniadanie ?
- Nie. Ja.
- A gdzie babcia ?
- Zawiozłem ją do jej siostry. - przytuliłem Scar kiedy zaspana usiadła na łóżku.
- Spełnienia marzeń skarbie.. - szepnąłem całując ją we włosy.
- Moje marzenia spełniły się w tej chwili.. - uśmiechnąłem się.
- To czego ja mam Ci życzyć aniołku ?
- Nie mi. Życz NAM szczęścia. - uśmiechnęła się do mnie i kazała zanieść na śniadanie. Zapach soku ze świeżych pomarańczy roznosił się po domu. - Ale pachnie.. - usiedliśmy przy stole. Jedliśmy prawie w ciszy trzymając się za rękę i co chwilę wymieniając uśmiechy.
- Zamknij oczka skarbie.. - odgarnąłem jej włosy i założyłem na szyję wisiorek, identyczny do mojego. Kupiłem go wiele lat temu, ale nie było osoby, która byłaby godna go nosić.
- Hazz nie musiałeś.. Dziękuję.. - przytuliła się do mnie mocno.
- Nie masz za co kochanie. - pocałowałem czubek jej głowy.

~*~
*** Oczami Scarleth ***

Ostatnie dni były najprzyjemniejszymi, jakie miałam, od dłuższego czasu. Littlehampton, babcia, Harry, słońce... Uciekły myśli o Layli, moim ojcu i problemach, ale tak szybko, jak zniknęły, wróciły. Wróciły, gdy tylko wjechaliśmy do Londynu, nawet dłoń Harry'ego spoczywająca na moim udzie nie mogła ich odpędzić. Nie chciałam tu wracać, nawet mój organizm się przed tym wzbraniał, było mi słabo i miałam mdłości. Zabierzcie mnie stąd, natychmiast... Błagam? Mam cholernie złe przeczucia.
- Dziękuję za ten czas, Scarleth - obróciłam się w jego stronę. Był skupiony na drodze, ale jednocześnie tak rozluźniony i spokojny, że aż promieniał. Był moim słońcem w tym pojebanym, zachmurzonym Londynie.
- Nie masz za co dziękować.
- Mam. Nie wiem, dlaczego w zasadzie dałaś mi kolejną szansę, ale to zrobiłaś. Doceniam to. Naprawdę, Scarleth - uśmiechnęłam się do niego słabo - Mogę ci się jakoś odwdzięczyć, Doll?
- Tak, Harry.
- Jak?
- Wyprowadźmy się stąd. Opuśćmy Londyn.


Przepraszam za przerwę, ale wyjazd do Hiszpanii i problemy w szkole troszeczkę mi utrudniły dodanie rozdziału :) <3 / Horanowa.:)

Obserwatorzy