http://psychic-fanfiction-harry.blogspot.com/
http://dirty-love-harry.blogspot.com/
http://feeling-louistomlinson.blogspot.com/
I zapraszam na mojego nowego bloga http://insomnia-zaynmalik.blogspot.com/
/ Horanowa.;)
wtorek, 15 lipca 2014
poniedziałek, 14 lipca 2014
Rozdział 33 - Secret
- Powiedziałem Ci Danell. Zostaw Scar w spokoju, a o niczym jej nie powiem. Wkurw mnie jeszcze raz, a ona dowie sie o wszystkim. Tego chcesz ? Nie sądzę. - razem z chłopakami wróciliśmy do auta. Oni pojechali się schlać, a ja do domu. Mała jeszcze nie spała.
- Co jest kotuś ? - pocałowałem ją w czoło.
- Nie mogłam bez Ciebie zasnąć. Bałam się sama.
- Muszę Ci psa kupić.
- Harry, a co właściwie stało się z Killerem ?
- Umm... Uciekł ? - zaśmiała się.
- Rozumiem. Idź pod prysznic i chodź spać.
- Idę miśku. - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Zostawiłem Scar na łóżku i poszedłem pod prysznic. 15 minut później byłem obok niej. Wziąłem telefon i napisałem do Zayna.
Rano nawet udało mi się przygotować Hazzie śniadanie ! Z dumą czekałam aż zejdzie na dół.
- Hej maleńka.
- Hej Hazz. Zrobiłam śniadanie. - uśmiechnęłam się.
- Chcesz mnie zabić ?
- Oj no weź ! Starałam się ! - zrobiło mi się przykro. Przytulił mnie.
- Przecież żartuję. Na pewno jest pyszne. - usiedliśmy do stołu. - A zjesz pierwsza ? - wydęłam dolną wargę udając smutek. Wiedziałam, że się nabija. Zaśmiał się jeszcze raz i zaczął jeść.
- I jak ?
- Całkiem smaczne te omlety. Wydaje mi się, że trochę udajesz, żebym ja Ci gotował.
- Nie..? - ten dzień jakoś miło się zaczął. Aż dziwnie. Hazz posprzątał po śniadaniu. Patrzyłam na jego ciało, gdy pakował naczynia do zmywarki. Był tak nieprzyzwoicie idealny...- Spotkasz się dzisiaj z Victorie.
- Och... - dopiłam kawę i zaczęłam bawić się palcami - Chcesz się mnie pozbyć na jakiś czas, czy coś?
- Nie, Scar. Chcę, żebyś się rozerwała i porozmawiała z jakąś dziewczyną - patrzyłam, jak na jego twarz wkradały się kolejno niepewność, zażenowanie i powaga - Chyba dziewczyny potrzebują tego raz na jakiś czas, czy coś... - nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem, ale gdy zobaczyłam jego mordercze spojrzenie odchrząknęłam i uśmiechnęłam się słodko.
- Nie no, masz rację.
- No... - pocałował mnie w czoło - Leć na górę, Doll. Zayn też przyjdzie, więc przebierz się z tej piżamy...
*** Oczami Harry'eggo ***
Scarleth była jeszcze na górze, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem je i omal nie upuściłem szklanki z wodą, którą trzymałem w dłoni. Victorie wyglądała tak... Tak wow. Nigdy nie brakowało mi słów, ale tym razem słowa nie wystarczały. Jej kręcone, ciemne włosy wydawały się być jeszcze ciemniejsze, miała na sobie białą bokserkę, czarną skórzaną kurtkę, jeansy i czerwone szpilki, komponujące się ze szminką. Co zdziwiło mnie w sumie bardziej to fakt, że Zayn trzymał jej dłoń, nie nadgarstek, jak zazwyczaj.
- Emm... Cześć? - przepuściłem ich w drzwiach i patrzyłem, jak Malik obejmuje brunetkę i całuje ją w czubek głowy. Kątem oka zobaczyłem bandaże na nadgarstkach Vic. Co się w zasadzie działo?
- Gdzie Scarleth?
- Na górze, zaraz powinna zejść.
- Ok. Pójdą na zakupy, zgadzasz się? - niepewnie pokiwałem głową. Miałem złe przeczucia - Victorie nic nie odwali, Harry. Prawda? - dziewczyna kiwnęła głową i spojrzała z uśmiechem na Scarleth, która właśnie weszła do pokoju. Moja najpiękniejsza. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w skroń.
*** Oczami Scarleth ***
- Tylko wróćcie za dwie godziny.
- Dobrze, Harry...
- I bez numerów.
- Oczywiście, Zayn.
- Macie być...
- Punktualnie o 15.30, każda minuta spóźnienia zwiększa karę, bla, bla, bla.
- Victorie, lepiej uważaj. - dziewczyna uśmiechnęła się słodko i pocałowała Zayn'a w policzek, po czym szybko pociągnęła mnie za rękę do drzwi. Odwróciłam się jeszcze, żeby pomachać Harry'emu i z uśmiechem patrzeć, jak mi odmachuje. Godzinę później wciąż stałyśmy w korku. No tak, Londyn... Zerknęłam na nadgarstki Vic i przeniosłam na nią przerażone spojrzenie, ale ona tylko się uśmiechnęła.
- Spokojnie, to nic.
- Wygląda inaczej.
- Nie cięłam się. To od kajdanek - przygryzła wargę - Trochę się zmieniło, Scarleth. - odpowiedziała mi wszystko, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia.
- POBIŁAŚ GO?
- Ma się ten talent - zarzuciła włosami. No cóż, nie ukrywam, że zdziwiło mnie to, że zamiast ją pobić, o co bym go podejrzewała, przespał się z nią, a ślady na nadgarstkach są śladami po... Kajdankach? Nie, zdecydowanie nie chcę wiedzieć. Chodziłyśmy po centrum i wybierałyśmy sobie masę ciuchów. Świetnie się bawiłam. Tęskniłam za jej towarzystwem, za tym luzem, za przyjaciółką. Przymierzałam chyba setną sukienkę, gdy nagle Shade wbiegła do mnie do przebieralni i szybko zasłoniła zasłonkę.
- Co ty robisz?- uciszyła mnie gestem i szybko wyciągnęła telefon z kieszeni kurtki i napisała sms'a. Usłyszałam jak ludzie wychodzą ze sklepu i jak zamykają się drzwi i zasłaniają okna. Victorie wyjęła spod kurtki pistolet i przeładowała go. Przełknęłam nerwowo ślinę, gdy podała mi drugi - Umiesz korzystać z broni?
-To nie jest mój jedyny sekret,Scar... - szepnęła i zerknęła na wyświetlacz, a później delikatnie odchyliła zasłonę i przeklęła cicho.
- Vic, co się dzieje?
- Nie jesteś bezpieczna.
- Co? - zbyła moje pytanie.
- Jakby ci to powiedzieć, Scar... Dopóki Zayn i Harry tu nie przyjadą, jesteśmy w dupie.
Pojawił się pierwszy rozdział na blogu Insomnia! Zapraszam! http://insomnia-zaynmalik.blogspot.com/
- Co jest kotuś ? - pocałowałem ją w czoło.
- Nie mogłam bez Ciebie zasnąć. Bałam się sama.
- Muszę Ci psa kupić.
- Harry, a co właściwie stało się z Killerem ?
- Umm... Uciekł ? - zaśmiała się.
- Rozumiem. Idź pod prysznic i chodź spać.
- Idę miśku. - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Zostawiłem Scar na łóżku i poszedłem pod prysznic. 15 minut później byłem obok niej. Wziąłem telefon i napisałem do Zayna.
*** Oczami Scarleth ***
Rano nawet udało mi się przygotować Hazzie śniadanie ! Z dumą czekałam aż zejdzie na dół.- Hej maleńka.
- Hej Hazz. Zrobiłam śniadanie. - uśmiechnęłam się.
- Chcesz mnie zabić ?
- Oj no weź ! Starałam się ! - zrobiło mi się przykro. Przytulił mnie.
- Przecież żartuję. Na pewno jest pyszne. - usiedliśmy do stołu. - A zjesz pierwsza ? - wydęłam dolną wargę udając smutek. Wiedziałam, że się nabija. Zaśmiał się jeszcze raz i zaczął jeść.
- I jak ?
- Całkiem smaczne te omlety. Wydaje mi się, że trochę udajesz, żebym ja Ci gotował.
- Nie..? - ten dzień jakoś miło się zaczął. Aż dziwnie. Hazz posprzątał po śniadaniu. Patrzyłam na jego ciało, gdy pakował naczynia do zmywarki. Był tak nieprzyzwoicie idealny...- Spotkasz się dzisiaj z Victorie.
- Och... - dopiłam kawę i zaczęłam bawić się palcami - Chcesz się mnie pozbyć na jakiś czas, czy coś?
- Nie, Scar. Chcę, żebyś się rozerwała i porozmawiała z jakąś dziewczyną - patrzyłam, jak na jego twarz wkradały się kolejno niepewność, zażenowanie i powaga - Chyba dziewczyny potrzebują tego raz na jakiś czas, czy coś... - nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem, ale gdy zobaczyłam jego mordercze spojrzenie odchrząknęłam i uśmiechnęłam się słodko.
- Nie no, masz rację.
- No... - pocałował mnie w czoło - Leć na górę, Doll. Zayn też przyjdzie, więc przebierz się z tej piżamy...
*** Oczami Harry'eggo ***
Scarleth była jeszcze na górze, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem je i omal nie upuściłem szklanki z wodą, którą trzymałem w dłoni. Victorie wyglądała tak... Tak wow. Nigdy nie brakowało mi słów, ale tym razem słowa nie wystarczały. Jej kręcone, ciemne włosy wydawały się być jeszcze ciemniejsze, miała na sobie białą bokserkę, czarną skórzaną kurtkę, jeansy i czerwone szpilki, komponujące się ze szminką. Co zdziwiło mnie w sumie bardziej to fakt, że Zayn trzymał jej dłoń, nie nadgarstek, jak zazwyczaj.
- Emm... Cześć? - przepuściłem ich w drzwiach i patrzyłem, jak Malik obejmuje brunetkę i całuje ją w czubek głowy. Kątem oka zobaczyłem bandaże na nadgarstkach Vic. Co się w zasadzie działo?
- Gdzie Scarleth?
- Na górze, zaraz powinna zejść.
- Ok. Pójdą na zakupy, zgadzasz się? - niepewnie pokiwałem głową. Miałem złe przeczucia - Victorie nic nie odwali, Harry. Prawda? - dziewczyna kiwnęła głową i spojrzała z uśmiechem na Scarleth, która właśnie weszła do pokoju. Moja najpiękniejsza. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w skroń.
*** Oczami Scarleth ***
- Tylko wróćcie za dwie godziny.
- Dobrze, Harry...
- I bez numerów.
- Oczywiście, Zayn.
- Macie być...
- Punktualnie o 15.30, każda minuta spóźnienia zwiększa karę, bla, bla, bla.
- Victorie, lepiej uważaj. - dziewczyna uśmiechnęła się słodko i pocałowała Zayn'a w policzek, po czym szybko pociągnęła mnie za rękę do drzwi. Odwróciłam się jeszcze, żeby pomachać Harry'emu i z uśmiechem patrzeć, jak mi odmachuje. Godzinę później wciąż stałyśmy w korku. No tak, Londyn... Zerknęłam na nadgarstki Vic i przeniosłam na nią przerażone spojrzenie, ale ona tylko się uśmiechnęła.- Spokojnie, to nic.
- Wygląda inaczej.
- Nie cięłam się. To od kajdanek - przygryzła wargę - Trochę się zmieniło, Scarleth. - odpowiedziała mi wszystko, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia.
- POBIŁAŚ GO?
- Ma się ten talent - zarzuciła włosami. No cóż, nie ukrywam, że zdziwiło mnie to, że zamiast ją pobić, o co bym go podejrzewała, przespał się z nią, a ślady na nadgarstkach są śladami po... Kajdankach? Nie, zdecydowanie nie chcę wiedzieć. Chodziłyśmy po centrum i wybierałyśmy sobie masę ciuchów. Świetnie się bawiłam. Tęskniłam za jej towarzystwem, za tym luzem, za przyjaciółką. Przymierzałam chyba setną sukienkę, gdy nagle Shade wbiegła do mnie do przebieralni i szybko zasłoniła zasłonkę.
- Co ty robisz?- uciszyła mnie gestem i szybko wyciągnęła telefon z kieszeni kurtki i napisała sms'a. Usłyszałam jak ludzie wychodzą ze sklepu i jak zamykają się drzwi i zasłaniają okna. Victorie wyjęła spod kurtki pistolet i przeładowała go. Przełknęłam nerwowo ślinę, gdy podała mi drugi - Umiesz korzystać z broni?
-To nie jest mój jedyny sekret,Scar... - szepnęła i zerknęła na wyświetlacz, a później delikatnie odchyliła zasłonę i przeklęła cicho.
- Vic, co się dzieje?
- Nie jesteś bezpieczna.
- Co? - zbyła moje pytanie.
- Jakby ci to powiedzieć, Scar... Dopóki Zayn i Harry tu nie przyjadą, jesteśmy w dupie.
Pojawił się pierwszy rozdział na blogu Insomnia! Zapraszam! http://insomnia-zaynmalik.blogspot.com/
piątek, 27 czerwca 2014
Rozdział 32 - But..
- Nasz co ? - zaśmiał się. - Ślub ? Ty tak na poważnie ? - poczułam rosnącą kulkę w gardle.
- Nie było tematu.. - szepnęłam.
- Scarleth bądź poważna. - prychnął i poszedł dogadać się z agentem nieruchomości. Usiadłam na huśtawce i spojrzałam w niebo. Czemu on jest taki.. ciężki.. Jezu.. Do tego zaczyna padać.
- Doll idziemy. - westchnęłam i ruszyłam w jego stronę. Wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę samochodu.
- Hazz delikatniej.. - szepnęłam. Poluzował uścisk i otworzył mi drzwi od auta. Wsiadłam grzecznie. Przez całą drogę do Londynu nie zamieniliśmy tylko słowa. Słychać było tylko krople deszczu obijające się o samochód.
- Chcesz jechać na kolację ? - powiedział chłodno.
- Nie. Zrobię sobie jakieś kanapki.
- Jak chcesz.
- Porozmawiamy ?
- O czym Scar ?
- Czemu tak zareagowałeś jak powiedziałam o ślubie ?
- A jak miałem zareagować ? To nie moja bajka. Może jeszcze do tego nie dorosłem, nie wiem. Oboje jesteśmy młodzi Scarleth, a wiesz, że ja wyczucia nie mam.
- Czyli nie mówisz, że nigdy nie weźmiemy ślubu ?
- Tego nie mówię kochanie, ale nic Ci nie mogę obiecać.
- Okej. - odetchnęłam. Myślałam, że jest zły.
- Kocham Cie, Doll.
- Ja Ciebie też Harry. - pocałowałam go w policzek w chwili kiedy podjechał pod swój dom.
~*~
- Wszystko ?
- Wszystko ! - wsadziłam ostatnie pudło do auta przeprowadzkowego i ostatni raz popatrzyłam na jego dom.
- Maleńka. - Harry podał mi kluczki. - Jedź cały czas za mną. - No tak. Zapomniałam dodać, że Hazz kupił mi ostatnio nowy samochód.
- Idę już idę. - wskoczyłam mu ze śmiechem na plecy.
- Co ty zrobiłaś z moim życiem. - zaśmiał się i postawił mnie obok Mercedesa. Dostałam jeszcze buziaka i wsiadłam do auta. Jechałam za nim. Jechał powoli jak na niego. Pewnie, żebym nadążyła za nim. Zaśmiałam się sama do siebie. Harry sam chciał decydować o remoncie, a że ja jestem leniwa to się zgodziłam. Zaparkował pod willą, a ja zaraz za nim.
- Chodź mała zobaczyć nasz nowy dom. - wyciągnął do mnie rękę, a ja podbiegłam i podałam mu swoją. - Gotowa ?
- Gotowa. - uśmiechnął się i otworzył drzwi. Byłam oczarowana. Piękne wnętrze. Salon, kuchnia, rodzinna jadalnia, łazienka i w końcu ciepła, romantyczna sypialnia.
- Jak Ci się podoba Scar ?
- Jest.. jest pięknie. - przytuliłam się mocno.
- Cieszę się. Starałem się bardziej .. rodzinnie.
- Dziękuję Harry.. To dla mnie ważne. - pocałowaliśmy się, a chwilę później już rozpakowywaliśmy rzeczy. Przeszliśmy długą drogę do tego domu. Musieliśmy wytargać moje rzeczy z domu ojca bo nie chciał mi ich oddać. Harry cały czas stał obok mnie i nie pozwolił zbliżyć się do mnie Layli. Chciała ze mną pogadać, ale ja nie mam na to ochoty.
- Scarleth mówię do Ciebie ! - potrząsnęłam głową i spojrzałam na mojego wybranka.
- Tak ? Przepraszam zamyśliłam się. - westchnął i kucnął obok mnie.
- Nie myśl o ojcu i tej zdradzieckiej
- Nie kończ.. proszę..- pocałował wierzch mojej dłoni co mnie zdziwiło. To takie nie w jego stylu..
- Zrobię Ci obiad.
- Mogę pomóc ?
- Chcę zjeść. - pokazał mi język i poszedł do kuchni, a ja podreptałam za nim.
~*~
- Scarleth zamknij za mną. - jest prawie północ, myślałam, że pójdziemy spać.
- Gdzie wychodzisz ?
- No.. mam akcję z gangiem. Duża sprawa. Sporo zarobię !
- Boje sie o Ciebie kochanie. - przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
- Nie bój się. Zawsze do Ciebie wrócę. Jesteś bezpieczna. Połóż się i śpij. - pocałował mnie w czoło i wyszedł.Zamknęłam drzwi i zrobiłam jak chciał. Położyłam się w naszym wspólnym łóżku i odleciałam.
*** Oczami Harry'ego ***
Czekamy. Las, śnieg, ciemno. Mam nadzieję, że to ostatni raz kiedy muszę oglądać mordę Danella. W końcu przyjechał. On i 4 ochroniarzy vs. Ja i 5 przyjaciół.
- Czego chcesz Danell ?
- Ile chcesz za Scarleth ?
- Słucham ?
- Ile mam Ci zapłacić, żebyś oddał mi córkę ?
- A ty głupi nadal myślisz, że wszystko jest do kupienia. - od niechcenia oglądałem swoją broń. - Scar jest moją dziewczyną i nie oddam Ci jej za największe skarby świata. Powiem Ci, że nasz związek poszedł do przodu.
- Co ? O czym ty do cholery mówisz ?
- No jak to ? Planujemy dziecko i ślub..
- Jesteś od niej o 4 lata starszy i
- A ty od Layli 40. Proszę Cie Danell lekcji moralność to ty mi nie udzielaj. Sam okłamywałeś Scarleth przez wiele lat. A jak myślisz co zrobi Scar jak dowie się, że to Ty zabiłeś jej mamę ? Jak myślisz ?
- Nie odważysz się Styles..
- Przekonamy się ?
Przepraszam za opóźnienie, kompletny brak weny miałam. Mam nadzieję, że nie jest bardzo tragiczny. Kocham Was !
czytasz = komentuj
/ Horanowa.:)
- Nie było tematu.. - szepnęłam.
- Scarleth bądź poważna. - prychnął i poszedł dogadać się z agentem nieruchomości. Usiadłam na huśtawce i spojrzałam w niebo. Czemu on jest taki.. ciężki.. Jezu.. Do tego zaczyna padać.
- Doll idziemy. - westchnęłam i ruszyłam w jego stronę. Wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę samochodu.
- Hazz delikatniej.. - szepnęłam. Poluzował uścisk i otworzył mi drzwi od auta. Wsiadłam grzecznie. Przez całą drogę do Londynu nie zamieniliśmy tylko słowa. Słychać było tylko krople deszczu obijające się o samochód.- Chcesz jechać na kolację ? - powiedział chłodno.
- Nie. Zrobię sobie jakieś kanapki.
- Jak chcesz.
- Porozmawiamy ?
- O czym Scar ?
- Czemu tak zareagowałeś jak powiedziałam o ślubie ?
- A jak miałem zareagować ? To nie moja bajka. Może jeszcze do tego nie dorosłem, nie wiem. Oboje jesteśmy młodzi Scarleth, a wiesz, że ja wyczucia nie mam.
- Czyli nie mówisz, że nigdy nie weźmiemy ślubu ?
- Tego nie mówię kochanie, ale nic Ci nie mogę obiecać.
- Okej. - odetchnęłam. Myślałam, że jest zły.
- Kocham Cie, Doll.
- Ja Ciebie też Harry. - pocałowałam go w policzek w chwili kiedy podjechał pod swój dom.
~*~
- Wszystko ?
- Wszystko ! - wsadziłam ostatnie pudło do auta przeprowadzkowego i ostatni raz popatrzyłam na jego dom.
- Maleńka. - Harry podał mi kluczki. - Jedź cały czas za mną. - No tak. Zapomniałam dodać, że Hazz kupił mi ostatnio nowy samochód.
- Idę już idę. - wskoczyłam mu ze śmiechem na plecy.
- Co ty zrobiłaś z moim życiem. - zaśmiał się i postawił mnie obok Mercedesa. Dostałam jeszcze buziaka i wsiadłam do auta. Jechałam za nim. Jechał powoli jak na niego. Pewnie, żebym nadążyła za nim. Zaśmiałam się sama do siebie. Harry sam chciał decydować o remoncie, a że ja jestem leniwa to się zgodziłam. Zaparkował pod willą, a ja zaraz za nim.
- Chodź mała zobaczyć nasz nowy dom. - wyciągnął do mnie rękę, a ja podbiegłam i podałam mu swoją. - Gotowa ?
- Gotowa. - uśmiechnął się i otworzył drzwi. Byłam oczarowana. Piękne wnętrze. Salon, kuchnia, rodzinna jadalnia, łazienka i w końcu ciepła, romantyczna sypialnia.
- Jak Ci się podoba Scar ?
- Jest.. jest pięknie. - przytuliłam się mocno.
- Cieszę się. Starałem się bardziej .. rodzinnie.
- Dziękuję Harry.. To dla mnie ważne. - pocałowaliśmy się, a chwilę później już rozpakowywaliśmy rzeczy. Przeszliśmy długą drogę do tego domu. Musieliśmy wytargać moje rzeczy z domu ojca bo nie chciał mi ich oddać. Harry cały czas stał obok mnie i nie pozwolił zbliżyć się do mnie Layli. Chciała ze mną pogadać, ale ja nie mam na to ochoty.
- Scarleth mówię do Ciebie ! - potrząsnęłam głową i spojrzałam na mojego wybranka.
- Tak ? Przepraszam zamyśliłam się. - westchnął i kucnął obok mnie.
- Nie myśl o ojcu i tej zdradzieckiej
- Nie kończ.. proszę..- pocałował wierzch mojej dłoni co mnie zdziwiło. To takie nie w jego stylu..
- Zrobię Ci obiad.
- Mogę pomóc ?
- Chcę zjeść. - pokazał mi język i poszedł do kuchni, a ja podreptałam za nim.
~*~
- Scarleth zamknij za mną. - jest prawie północ, myślałam, że pójdziemy spać.
- Gdzie wychodzisz ?
- No.. mam akcję z gangiem. Duża sprawa. Sporo zarobię !
- Boje sie o Ciebie kochanie. - przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
- Nie bój się. Zawsze do Ciebie wrócę. Jesteś bezpieczna. Połóż się i śpij. - pocałował mnie w czoło i wyszedł.Zamknęłam drzwi i zrobiłam jak chciał. Położyłam się w naszym wspólnym łóżku i odleciałam.
*** Oczami Harry'ego ***
Czekamy. Las, śnieg, ciemno. Mam nadzieję, że to ostatni raz kiedy muszę oglądać mordę Danella. W końcu przyjechał. On i 4 ochroniarzy vs. Ja i 5 przyjaciół.
- Czego chcesz Danell ?
- Ile chcesz za Scarleth ?
- Słucham ?
- Ile mam Ci zapłacić, żebyś oddał mi córkę ?
- A ty głupi nadal myślisz, że wszystko jest do kupienia. - od niechcenia oglądałem swoją broń. - Scar jest moją dziewczyną i nie oddam Ci jej za największe skarby świata. Powiem Ci, że nasz związek poszedł do przodu.
- Co ? O czym ty do cholery mówisz ?
- No jak to ? Planujemy dziecko i ślub..
- Jesteś od niej o 4 lata starszy i
- A ty od Layli 40. Proszę Cie Danell lekcji moralność to ty mi nie udzielaj. Sam okłamywałeś Scarleth przez wiele lat. A jak myślisz co zrobi Scar jak dowie się, że to Ty zabiłeś jej mamę ? Jak myślisz ?
- Nie odważysz się Styles..
- Przekonamy się ?
Przepraszam za opóźnienie, kompletny brak weny miałam. Mam nadzieję, że nie jest bardzo tragiczny. Kocham Was !
czytasz = komentuj
/ Horanowa.:)
wtorek, 17 czerwca 2014
Rozdział 31 - I'm not a toy
- Zjedz. To. - warknąłem i po raz setny przysunąłem talerz w jej stronę. Jak poprzednio, odsunęła go.
- Powiedziałam, że nie jestem głodna.
- Victorie... - zacisnąłem dłonie w pięści i odetchnąłem głęboko, próbując jej nie przyjebać - Za sekundę całe jedzenie zniknie z tego talerza, albo przepieprzę cię tak, że nie będziesz w stanie ruszyć się przez tydzień.
- Próbuj, Malik - parsknęła śmiechem i skrzyżowała ręce na piersi - Uwielbiam patrzeć, jak brak jakiegokolwiek posłuchu nadrabiasz agresją. Naprawdę, to takie męskie, bić kobietę...
- NIE PROWOKUJ MNIE, DO CHOLERY!
- TO PRZESTAŃ SIĘ NA MNIE DRZEĆ I ZROZUM, ŻE NIE JESTEM GŁODNA! - wstała i jednym ruchem zrzuciła talerz i szklankę ze stołu, roztrzaskały się na podłodze, tak samo, jak moja cierpliwość. W sekundzie znalazłem się przy niej i całym ciałem przycisnąłem ją do ściany.
- Skoro nie chcesz się słuchać, będzie bol... - nie spodziewałem się tego, co się stało. Bez żadnego ostrzeżenia poczułem cholerny ból krocza i skuliłem się. Wtedy dostałem w brzuch. Upadłem na kolana, a Victorie jednym, szybkim ruchem wykręciła mi rękę do tyłu i przyparła do podłogi. Oddychałem nierówno, czując jej usta tuż obok swojego ucha.
- Teraz mnie posłuchaj - ścisnęła mój nadgarstek tak mocno, że czułem, jak jej paznokcie przecinają moją skórę - Nie jestem zabawką, ani twoją, ani nikogo innego. Jestem swoja i sama o sobie decyduję, czy ci się to podoba, czy nie. Nie masz prawa mnie dotknąć, podnieść na mnie ręki, rozkazywać mi, czy grozić. Umiem się bronić, Zayn - podniosła się, ale mi wciąż brakowało na to sił - Nie pozwolę się bardziej skrzywdzić. - kątem oka widziałem, jak założyła na siebie skórzaną kurtkę i adidasy.
- Victorie, wróć.
- Nie, Zayn. Wychodzę. Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - usłyszałem tylko trzaśnięcie drzwi i powoli się podniosłem. Oparłem się o ścianę i normując oddech zacząłem intensywnie myśleć. Może jednak za wcześnie ją skreśliłem.
Może jeszcze będzie moją waleczną Directioner.
*** Oczami Harry'ego ***
- To ja pójdę wziąć prysznic.
- Leć, Scar - cmoknęła mnie w policzek i szybko pobiegła do łazienki na górę, a ja z uśmiechem poszedłem do salonu i włączyłem laptop, po czym zacząłem przeglądać najciekawsze oferty nieruchomości pod Londynem. Jakby ktoś pytał, jest tego mnóstwo. Właśnie zamykałem chyba setne ogłoszenie, gdy poczułem małe dłonie na ramionach. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Co robisz? - obróciłem się i jednym ruchem posadziłem ją na swoich kolanach i pocałowałem w czubek głowy.
- Szukam nam domu, Scarleth. - pisnęła radośnie i mocno mnie przytuliła. Powietrza, błagam.
- Znalazłeś coś? Pokażesz?
- Hmm... Tak i nie.
- HARRY!
- Co?
- No weeeeeź... - parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową.
- Te oczy szczeniaka na mnie nie działają, Scar.
- Hazz, proszę.
- Nie. Zobaczysz jutro. - czy ona w ogóle zamierza odpuścić...?
- Ale ja chcę dzisiaj.
- Doll.
- Styles. - dosłownie zabijała mnie wzrokiem. Wróć, próbowała zabijać mnie wzrokiem. Chyba nie wie, jak uroczo wygląda, jak się złości. No ale cóż, dam jej wygrać. Jej zwycięstwo sprawia, że ja też czuję się wygranym.
- Whoa, spokojnie, Danell - uniosłem dłonie w geście poddania i, zacząłem delikatnie całować jej szyję, cieszyć się zapachem jej skóry. Gdy próbowała mnie pocałować odsunąłem się i oblizałem wargi - Zobacz. Pierwsza karta. - jęknęła zawiedziona i powoli włączyła stronę. Widziałem, jak jej oczy błysnęły radością, więc tylko ją przytuliłem i patrzyłem, jak przegląda zdjęcia. Gdy skończyła mocno się we mnie wtuliła, a ja wykorzystałem chwilę jej nieuwagi i wsunąłem dłonie pod jej koszulkę. Nie protestowała. Cudownie. Szybko podniosłem ją, łapiąc za uda i przyparłem do ściany, zachłannie całując. Wplątała palce w moje włosy, a ja powoli rozpiąłem jej spodnie. Gdy tylko wylądowały na podłodze przeniosłem nas do sypialni. Dawałem jej rozkosz, nie tak jak za pierwszym razem. Skupiałem się na niej. Może dlatego poczułem tą cholerną satysfakcję, gdy krzyknęła moje imię, a ja opadłem na łóżko obok niej, oddychając nierówno. Gładząc delikatnie moje podrapane plecy sprawiła, że spokojnie zasnąłem.
*** Oczami Scarleth ***Był dziwnie milczący, jakby nieobecny, skupiony na drodze. To trochę dziwne, zważywszy na to, że jeszcze kilkanaście godzin temu uprawiałam z nim seks, a teraz jakby mnie ignorował. No ale cóż, kto ogarnie faceta. Wyjrzałam za okno, później sprawdziłam godzinę i westchnęłam. Ta trasa trwa już zdecydowanie za długo.
- Harry, na pewno już dawno go minęliśmy...
- Scarleth, wiem gdzie jadę.
- No widocznie nie.
- Kurwa mać, błagam, nie irytuj mnie dzisiaj. - skrzyżowałam ręce na piersi i przygryzłam wewnętrzną stronę policzka. Od dłuższego czasu krążymy po okolicy, szukając tego jednego budynku, który nam obojgu przypadł do gustu, tylko po to, żeby się pokłócić? Bosko. Po dwóch minutach wjechał ostro w zakręt i zatrzymał auto przed ogromną willą. I na pewno cholernie drogą. On jest nienormalny? Wiedziałam, ze lubi przepych i otoczenie pięknych, drogich rzeczy, ale teraz zaczęłam się zastanawiać, że to chyba jest lekka przesadza.
- Mówiłem? Jesteśmy na miejscu. - wysiadł z auta i otworzył mi drzwi, a gdy znalazłam się poza autem, mocno uścisnął moją dłoń. Dopiero gdy cicho syknęłam, jego uścisk zelżał - Przepraszam, Doll. Po prostu naprawdę nienawidzę, gdy ktoś przeszkadza mi, gdy prowadzę. A już zwłaszcza gdy wiem, że dobrze jadę. To frustrujące. - uniósł moją dłoń do swojej twarzy i delikatnie pocałował jej wierzch. Posłałam mu ciepły uśmiech i splątałam nasze palce i wtedy pojawił się koleś, który oprowadził nas po posiadłości. To miejsce było obłędne, takie... Jakby stworzone dla nas. Nasze. I uświadomiłam to sobie, gdy staliśmy obok dużego basenu, a Harry trzymał swoje dłonie na moich biodrach. Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy.- Nie mogę się doczekać, aż się tu wprowadzimy.
- Ja też, Doll. - ujęłam jego dłoń i bawiłam się jego palcami. Oczyma wyobraźni widziałam, jak się uśmiecha.
- Wiesz... Nasz ślub będzie piękny, Harry.
niedziela, 8 czerwca 2014
Rozdział 30 - Harleth.. ?
*** Oczami Harry'ego ***
- Doll.. wiesz jaki jest Zayn. Ja do końca nie wiem co się z nią dzieje, ale możemy się domyślać.. - odpowiedziałem wymijająco. Przytuliła się do mnie.
- Ty byś mi tak nie zrobił prawda ? - pokręciłem przecząco głową.
- Ja Cie kocham. Idź pod prysznic kochanie.. Jesteś zmęczona.
- Masz rację. Jestem. - pocałowałem ją w czoło i patrzyłem jak znika w łazience. Sam rozglądałem się trochę po domu. Urządzony w typowo angielskim stylu, zadbany z niesamowitą atmosferą ciepłego domu. Było tu dużo zdjęć Scarleth. Z jej mamą, ojcem. Te ostatnie miałem ochotę spalić.
- Dziękuję Harry. - usłyszałem cichy głos i prawie podskoczyłem ze strachu.
- Za co pani babciu ?
- Za to, że przywiozłeś Scarleth. Jej ojciec nigdy by tego nie zrobił. Najchętniej zabrałabym ją od niego w dniu kiedy zmarła moja córka.. ale nie mogłam. Byłam zbyt słaba.
- Scar jest już bezpieczna. Jest przy mnie. Nie pozwolę jej wrócić do ojca. O to może być Pani spokojna. - spojrzałem jej głęboko w oczy.
- Jest przy Tobie szczęśliwa i bezpieczna. Nie wtrącam się między Was bo wiem, że Scarleth jest bardzo mądra. Ale uważaj.. jak ją skrzywdzisz to będziesz miał do czynienia ze mną.
- Zapamiętam.
- Mam prośbę.
- Tak ?
- Mógłbyś jutro odwieźć mnie do siostry ? To pod miastem, zostanę tam na noc. Pomyślałam, że będziecie chcieli ze Scar pobyć trochę sami. W końcu to jej urodziny. - odpłynęła mi krew z twarzy. Zapomniałem.
- Oczywiście, że odwiozę. O której ?
- Z samego rana.
- To pójdę się już położyć.
- Obudzę Cie.
- Dobrze. Dobranoc. - wszedłem po schodach na górę. Scar akurat wychodziła z łazienki. Uśmiechnęła się do mnie. Wziąłem z walizki czyste bokserki i przyszła moja kolej na prysznic. Długo mi nie zeszło. W samych bokserkach poszedłem do sypialni. Doll siedziała na łóżku i klikała coś nerwowo w telefonie.
- Doll ?
- Harry ! Zayn coś zrobił Vic !
- Co ? Spokojnie..
- Zadzwoniłam do niej, odebrała i po chwili się rozłączyła ! - wziąłem swój telefon do ręki i zadzwoniłem do Zayna.
*** Oczami Zayna ***
Przy wybieraniu directioner muszę bardziej skupić się na charakterze. Jak ona jeszcze raz się rozpłacze to chyba ją zabiję. Trzymałem w ręce jej telefon, który tak bardzo chciała odebrać.
- Dlaczego to wszystko robisz ?!
- Przestaniesz powtarzać się z tymi pytaniami ? Robisz się nudna. Zaczynasz mnie nudzić.
- To mnie wypuść. - wyszedłem z jej sypialni zamykając ją na klucz. Telefon mi dzwoni.
- Tak Styles ?
- Dlaczego nie dajesz Scar skontaktować się z Vic ?
- Bo Vic doprowadza mnie do szału i ja na serio mam jej dość Harry. Mogę dać ją teraz do telefonu. Ale tylko na chwilę. I jak zacznie płakać to ją wcisnę w ścianę. - mimowolnie cicho się zaśmiał. Wróciłem do sypialni i dałem telefon Victorie. - Jedna łza Vic i więcej jej nie usłyszysz.
*** Oczami Harry'ego ***
Po rozmowie z Vic, Scar była lekko zdruzgotana. Nie mogła zasnąć, a ja leżałem spokojnie ją przytulając. Dopiero koło 2 usnęła, a ja razem z nią. Tylko, że ona się wyspała bo mnie o 5 obudziła jej babcia. Ale czego się nie robi dla babci mojej jedynej. Do domu wróciłem w już lepszym nastroju. Wybrnę z tematu urodzin, wybrnę.. Scar jeszcze spała. Przygotowałem śniadanie i poszedłem ją obudzić.
- Malutka.. - głaskałem delikatnie palcem jej policzek. - Wstań.. - pocałowałem ją w czoło.
- Przecież nie śpię Harry.. - jęknęła i otworzyła oczy. - Babcia zrobiła śniadanie ?
- Nie. Ja.
- A gdzie babcia ?
- Zawiozłem ją do jej siostry. - przytuliłem Scar kiedy zaspana usiadła na łóżku.
- Spełnienia marzeń skarbie.. - szepnąłem całując ją we włosy.
- Moje marzenia spełniły się w tej chwili.. - uśmiechnąłem się.
- To czego ja mam Ci życzyć aniołku ?
- Nie mi. Życz NAM szczęścia. - uśmiechnęła się do mnie i kazała zanieść na śniadanie. Zapach soku ze świeżych pomarańczy roznosił się po domu. - Ale pachnie.. - usiedliśmy przy stole. Jedliśmy prawie w ciszy trzymając się za rękę i co chwilę wymieniając uśmiechy.
- Zamknij oczka skarbie.. - odgarnąłem jej włosy i założyłem na szyję wisiorek, identyczny do mojego. Kupiłem go wiele lat temu, ale nie było osoby, która byłaby godna go nosić.
- Hazz nie musiałeś.. Dziękuję.. - przytuliła się do mnie mocno.
- Nie masz za co kochanie. - pocałowałem czubek jej głowy.
~*~
*** Oczami Scarleth ***
Ostatnie dni były najprzyjemniejszymi, jakie miałam, od dłuższego czasu. Littlehampton, babcia, Harry, słońce... Uciekły myśli o Layli, moim ojcu i problemach, ale tak szybko, jak zniknęły, wróciły. Wróciły, gdy tylko wjechaliśmy do Londynu, nawet dłoń Harry'ego spoczywająca na moim udzie nie mogła ich odpędzić. Nie chciałam tu wracać, nawet mój organizm się przed tym wzbraniał, było mi słabo i miałam mdłości. Zabierzcie mnie stąd, natychmiast... Błagam? Mam cholernie złe przeczucia.
- Dziękuję za ten czas, Scarleth - obróciłam się w jego stronę. Był skupiony na drodze, ale jednocześnie tak rozluźniony i spokojny, że aż promieniał. Był moim słońcem w tym pojebanym, zachmurzonym Londynie.
- Nie masz za co dziękować.
- Mam. Nie wiem, dlaczego w zasadzie dałaś mi kolejną szansę, ale to zrobiłaś. Doceniam to. Naprawdę, Scarleth - uśmiechnęłam się do niego słabo - Mogę ci się jakoś odwdzięczyć, Doll?
- Tak, Harry.
- Jak?
- Wyprowadźmy się stąd. Opuśćmy Londyn.
Przepraszam za przerwę, ale wyjazd do Hiszpanii i problemy w szkole troszeczkę mi utrudniły dodanie rozdziału :) <3 / Horanowa.:)
- Doll.. wiesz jaki jest Zayn. Ja do końca nie wiem co się z nią dzieje, ale możemy się domyślać.. - odpowiedziałem wymijająco. Przytuliła się do mnie.
- Ty byś mi tak nie zrobił prawda ? - pokręciłem przecząco głową.
- Ja Cie kocham. Idź pod prysznic kochanie.. Jesteś zmęczona.
- Masz rację. Jestem. - pocałowałem ją w czoło i patrzyłem jak znika w łazience. Sam rozglądałem się trochę po domu. Urządzony w typowo angielskim stylu, zadbany z niesamowitą atmosferą ciepłego domu. Było tu dużo zdjęć Scarleth. Z jej mamą, ojcem. Te ostatnie miałem ochotę spalić.
- Dziękuję Harry. - usłyszałem cichy głos i prawie podskoczyłem ze strachu.
- Za co pani babciu ?
- Za to, że przywiozłeś Scarleth. Jej ojciec nigdy by tego nie zrobił. Najchętniej zabrałabym ją od niego w dniu kiedy zmarła moja córka.. ale nie mogłam. Byłam zbyt słaba.
- Scar jest już bezpieczna. Jest przy mnie. Nie pozwolę jej wrócić do ojca. O to może być Pani spokojna. - spojrzałem jej głęboko w oczy.
- Jest przy Tobie szczęśliwa i bezpieczna. Nie wtrącam się między Was bo wiem, że Scarleth jest bardzo mądra. Ale uważaj.. jak ją skrzywdzisz to będziesz miał do czynienia ze mną.
- Zapamiętam. - Mam prośbę.
- Tak ?
- Mógłbyś jutro odwieźć mnie do siostry ? To pod miastem, zostanę tam na noc. Pomyślałam, że będziecie chcieli ze Scar pobyć trochę sami. W końcu to jej urodziny. - odpłynęła mi krew z twarzy. Zapomniałem.
- Oczywiście, że odwiozę. O której ?
- Z samego rana.
- To pójdę się już położyć.
- Obudzę Cie.
- Dobrze. Dobranoc. - wszedłem po schodach na górę. Scar akurat wychodziła z łazienki. Uśmiechnęła się do mnie. Wziąłem z walizki czyste bokserki i przyszła moja kolej na prysznic. Długo mi nie zeszło. W samych bokserkach poszedłem do sypialni. Doll siedziała na łóżku i klikała coś nerwowo w telefonie.
- Doll ?
- Harry ! Zayn coś zrobił Vic !
- Co ? Spokojnie..
- Zadzwoniłam do niej, odebrała i po chwili się rozłączyła ! - wziąłem swój telefon do ręki i zadzwoniłem do Zayna.
*** Oczami Zayna ***
Przy wybieraniu directioner muszę bardziej skupić się na charakterze. Jak ona jeszcze raz się rozpłacze to chyba ją zabiję. Trzymałem w ręce jej telefon, który tak bardzo chciała odebrać.
- Dlaczego to wszystko robisz ?!
- Przestaniesz powtarzać się z tymi pytaniami ? Robisz się nudna. Zaczynasz mnie nudzić.
- To mnie wypuść. - wyszedłem z jej sypialni zamykając ją na klucz. Telefon mi dzwoni.
- Tak Styles ?
- Dlaczego nie dajesz Scar skontaktować się z Vic ?
- Bo Vic doprowadza mnie do szału i ja na serio mam jej dość Harry. Mogę dać ją teraz do telefonu. Ale tylko na chwilę. I jak zacznie płakać to ją wcisnę w ścianę. - mimowolnie cicho się zaśmiał. Wróciłem do sypialni i dałem telefon Victorie. - Jedna łza Vic i więcej jej nie usłyszysz.
*** Oczami Harry'ego ***
Po rozmowie z Vic, Scar była lekko zdruzgotana. Nie mogła zasnąć, a ja leżałem spokojnie ją przytulając. Dopiero koło 2 usnęła, a ja razem z nią. Tylko, że ona się wyspała bo mnie o 5 obudziła jej babcia. Ale czego się nie robi dla babci mojej jedynej. Do domu wróciłem w już lepszym nastroju. Wybrnę z tematu urodzin, wybrnę.. Scar jeszcze spała. Przygotowałem śniadanie i poszedłem ją obudzić.
- Malutka.. - głaskałem delikatnie palcem jej policzek. - Wstań.. - pocałowałem ją w czoło.
- Przecież nie śpię Harry.. - jęknęła i otworzyła oczy. - Babcia zrobiła śniadanie ?
- Nie. Ja.
- A gdzie babcia ?
- Zawiozłem ją do jej siostry. - przytuliłem Scar kiedy zaspana usiadła na łóżku.
- Spełnienia marzeń skarbie.. - szepnąłem całując ją we włosy.
- Moje marzenia spełniły się w tej chwili.. - uśmiechnąłem się.
- To czego ja mam Ci życzyć aniołku ?
- Nie mi. Życz NAM szczęścia. - uśmiechnęła się do mnie i kazała zanieść na śniadanie. Zapach soku ze świeżych pomarańczy roznosił się po domu. - Ale pachnie.. - usiedliśmy przy stole. Jedliśmy prawie w ciszy trzymając się za rękę i co chwilę wymieniając uśmiechy.- Zamknij oczka skarbie.. - odgarnąłem jej włosy i założyłem na szyję wisiorek, identyczny do mojego. Kupiłem go wiele lat temu, ale nie było osoby, która byłaby godna go nosić.
- Hazz nie musiałeś.. Dziękuję.. - przytuliła się do mnie mocno.
- Nie masz za co kochanie. - pocałowałem czubek jej głowy.
~*~
*** Oczami Scarleth ***
Ostatnie dni były najprzyjemniejszymi, jakie miałam, od dłuższego czasu. Littlehampton, babcia, Harry, słońce... Uciekły myśli o Layli, moim ojcu i problemach, ale tak szybko, jak zniknęły, wróciły. Wróciły, gdy tylko wjechaliśmy do Londynu, nawet dłoń Harry'ego spoczywająca na moim udzie nie mogła ich odpędzić. Nie chciałam tu wracać, nawet mój organizm się przed tym wzbraniał, było mi słabo i miałam mdłości. Zabierzcie mnie stąd, natychmiast... Błagam? Mam cholernie złe przeczucia.
- Dziękuję za ten czas, Scarleth - obróciłam się w jego stronę. Był skupiony na drodze, ale jednocześnie tak rozluźniony i spokojny, że aż promieniał. Był moim słońcem w tym pojebanym, zachmurzonym Londynie.
- Nie masz za co dziękować.
- Mam. Nie wiem, dlaczego w zasadzie dałaś mi kolejną szansę, ale to zrobiłaś. Doceniam to. Naprawdę, Scarleth - uśmiechnęłam się do niego słabo - Mogę ci się jakoś odwdzięczyć, Doll?
- Tak, Harry.
- Jak?
- Wyprowadźmy się stąd. Opuśćmy Londyn.
Przepraszam za przerwę, ale wyjazd do Hiszpanii i problemy w szkole troszeczkę mi utrudniły dodanie rozdziału :) <3 / Horanowa.:)
czwartek, 15 maja 2014
Rozdział 29 - I'll try
- Na pewno chcesz jechać? - przygryzał wargę, patrząc na mnie nerwowo.
- Tak - pakowałam ostatnie rzeczy do walizki - Dawno jej nie odwiedzałam, poza tym, chcę od tego wszystkiego odpocząć...
- Rozumiem - podszedł do mnie i, jakby niepewnie, przytulił mnie - Ale wrócisz tu, tak?
- Mam zamiar, Harry. Ale potrzebuję czasu.
- Dam Ci go tyle, ile będziesz potrzebowała - zacisnęłam dłonie na jego koszulce i zaciągnęłam się jego zapachem. Boże, jak on pięknie pachniał... Nie, nie wytrzymam bez niego.
- Harry, jedź ze mną.
- Co?
* * *
- Babciu, zostaw go wreszcie! - jęknęłam, gdy z przerażeniem stwierdziłam, że wmusza w niego już chyba trzecią porcję obiadu. Harry tylko się śmiał, patrząc na moją babcię, gdy pomimo moich nalegań znów nałożyła mu jedzenie. Jak on w sobie tyle mieści?!
- Jesteś moja, Victorie. Jeżeli ja nie mogę cię mieć, nikt nie ma tego prawa. - wreszcie go odepchnęłam. Zacisnęłam dłonie w pięści i poczułam, jak paznokcie przebijają mi skórę. Mógł mnie pobić.Uderzył mnie nie raz, ale nie miał żadnego prawa do tego, co stało się u Harry'ego. Miałam ochotę krzyczeć. Powiedzieć mu to wszystko, co czułam, odkąd dowiedziałam się o ciąży. Odkąd zrozumiałam, że chcę być jego. Przejść przez to i powiedzieć, co czuję teraz, ale nie potrafiłam się na to zdobyć. Potrafiłam wypowiedzieć tylko kilka słów. Słów, które od kilku dni sprawiały, że noc w noc budziłam się z krzykiem i płaczem. Miałam drżący głos, a w oczach palące łzy.
- Tak - pakowałam ostatnie rzeczy do walizki - Dawno jej nie odwiedzałam, poza tym, chcę od tego wszystkiego odpocząć...
- Rozumiem - podszedł do mnie i, jakby niepewnie, przytulił mnie - Ale wrócisz tu, tak?- Mam zamiar, Harry. Ale potrzebuję czasu.
- Dam Ci go tyle, ile będziesz potrzebowała - zacisnęłam dłonie na jego koszulce i zaciągnęłam się jego zapachem. Boże, jak on pięknie pachniał... Nie, nie wytrzymam bez niego.
- Harry, jedź ze mną.
- Co?
- Jedź ze mną do Littlehampton.
- Jesteś pewna? - pokiwałam głową i wzruszyłam ramionami.
- Chyba, że nie chcesz ze mną... - naparł swoimi ustami na moje i wplątał dłoń w moje włosy. Odsunął się ode mnie dopiero po kilku minutach.
- Nawet nie kończ. Pójdę się spakować. - poszedł na górę, a ja wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Vic. Bardzo się o nią martwiłam. Niestety, nie odebrała. Chyba po raz setny słyszałam tylko automatyczną sekretarkę...
* * *
Patrzyłam przez szybę na znajome widoki nabrzeża. Ostatni raz byłam tu z mamą. Teraz w samochodzie siedział obok mnie mężczyzna mojego życia, który prawdopodobnie powstrzymał mnie przed samobójstwem, które popełniłabym z powodu romansu mojego ojca z moją najlepszą przyjaciółką. Ja pierdolę, moje życie jest nieźle pojebane.
Zaparkowaliśmy pod domem mojej babci i chyba po raz pierwszy, odkąd wyjechaliśmy, spojrzałam na Harry'ego. Z chłopięcym uśmiechem patrzył na dom z białej cegły. Ujęłam jego dłoń i patrzyłam, jak powoli splata nasze palce. Mój jedyny. Mój Harry.
* * *
- Babciu, zostaw go wreszcie! - jęknęłam, gdy z przerażeniem stwierdziłam, że wmusza w niego już chyba trzecią porcję obiadu. Harry tylko się śmiał, patrząc na moją babcię, gdy pomimo moich nalegań znów nałożyła mu jedzenie. Jak on w sobie tyle mieści?!
- Już, ostatnia porcja. Ale zjedz, dobrze? Musisz przytyć, Harry.
- Zapamiętam. - spojrzał na mnie. Był tak bardzo wesoły, tak... Tak inny, ale jednocześnie ten sam.
- Muszę się przewietrzyć... - powiedziałam i szybko wstałam od stołu, po czym szybko wyszłam do ogrodu, ignorując nawoływanie z jadalni.
Usiadłam na huśtawce i zaczęłam intensywnie myśleć. Znowu. Jak to będzie wyglądało po zmianach, czy będę mogła swobodnie wychodzić z domu, bez tych kontroli...
Czy wreszcie będę szczęśliwa.
*** Oczami Harry'ego ***
Podszedłem do niej niepewnie od tyłu i położyłem dłonie na jej biodrach. Musiała wiedzieć, że przyszedłem, bo nawet nie drgnęła. Upewniwszy się, że jej babcia nie podgląda nas przez okno, zacząłem delikatnie muskać ustami jej szyję. Moja mała Doll... Zaciągnąłem się jej zapachem, pachniała tak ślicznie. Zamruczała cicho, gdy zrobiłem jej małą malinkę.
- Chodźmy do środka, bo zaczęło padać - zaśmiała się,a ja tylko jęknąłem cicho, ale ująłem jej drobną dłoń. Czułem się dziwnie, gdy zdecydowałem się wycofać z większości zasad. Ale chciałem ją uszczęśliwiać, bo jej szczęście było moim szczęściem. Dobrze, że zrozumiałem to zanim doszło do tragedii. Gdy patrzyłem, jak z uśmiechem bawi się z królikiem swojej jedynej bliskiej osoby, widziałem, że to ja chcę być powodem jej uśmiechu, już zawsze. I wtedy padło pytanie, które mogło i na pewno zakłóci jej szczęście.
- Harry... Co się w zasadzie dzieje z Vic? - przełknąłem głośno ślinę i ująłem jej dłoń. Musiała wiedzieć.
*** Oczami Victorie ***
Leżałam w jego apartamencie. Znowu. Spośród wszystkiego, co się działo dookoła mnie rejestrowałam tylko to wkurwiające pikanie jakiejś maszyny i przerażoną pielęgniarkę, która miała być moją opieką domową. Gdy po raz setny chciała poprawić mi poduszkę, nie wytrzymałam.
- WYPIERDALAJ. STĄD. - warknęłam i odepchnęłam jej rękę. Spojrzała na mnie zdezorientowana.
- Pan Malik powiedział... - parsknęłam głośnym śmiechem i drżącą dłonią przeczesałam włosy.
- Mam w dupie to, co powiedział "pan Malik". Masz stąd w tej chwili wypierdalać, bo kiedy będę musiała się znów powtórzyć, możesz nie wyjść z tego cało. - pośpiesznie pokiwała głową i otworzyła drzwi, ale zamiast dostać się na upragnioną wolność zderzyła się ze spiętym ciałem Zayna. Wszedł do pokoju. Zaczęłam drżeć na całym ciele. Nieee, nie ze strachu. Ze złości. Przepuścił dziewczynę w drzwiach i zamknął je za sobą, po czym oparł się o nie plecami i uważnie lustrował mnie wzrokiem.
- Nie pozwalaj sobie, Victorie. - był cholernie chłodny, nieprzyzwoicie zdystansowany. I pomimo wszystkiego, co się stało, nie mogłam patrzeć na niego obojętnie. To jemu się oddałam. To jego zapach kochałam. Ale czy kochałam jego? Zimne, miodowe oczy utkwione w moich uświadomiły mi, że są rzeczy, których się nie zapomina. TEGO mu nie zapomnę.
- Znudziłeś się mną dość szybko. Pomimo tego, jaki jesteś, obstawiałam zainteresowanie dłuższe, niż do czasu, gdy w końcu się z tobą przespałam. - jego twarz stężała, zacisnął dłonie w pięści i stanął niebezpiecznie blisko mnie, ale nie poruszyłam się. Nie mógł zrobić mi już nic gorszego.
- Zamilcz. Love. Natychmiast. - wycedził. Zerwałam się na równe nogi, moim ciałem wstrząsnął dobrze znany mi dreszcz, po raz setny dzisiaj zanosiłam się płaczem. Próbowałam go uderzyć, ale mocno trzymał moje oba nadgarstki jedną dłonią - SPOKÓJ - przydusił mnie do ściany i unieruchomił.
- Zabij mnie - szepnęłam i spojrzałam mu w oczy, rozchylając wargi, próbując zaczerpnąć oddech.
- Nie zrobię tego.
- Będziesz mnie torturował? Każda minuta w twoim otoczeniu to ból. Tylko i wyłącznie ból - patrzył na mnie uważnie.
- Jesteś moja, Victorie. Jeżeli ja nie mogę cię mieć, nikt nie ma tego prawa. - wreszcie go odepchnęłam. Zacisnęłam dłonie w pięści i poczułam, jak paznokcie przebijają mi skórę. Mógł mnie pobić.Uderzył mnie nie raz, ale nie miał żadnego prawa do tego, co stało się u Harry'ego. Miałam ochotę krzyczeć. Powiedzieć mu to wszystko, co czułam, odkąd dowiedziałam się o ciąży. Odkąd zrozumiałam, że chcę być jego. Przejść przez to i powiedzieć, co czuję teraz, ale nie potrafiłam się na to zdobyć. Potrafiłam wypowiedzieć tylko kilka słów. Słów, które od kilku dni sprawiały, że noc w noc budziłam się z krzykiem i płaczem. Miałam drżący głos, a w oczach palące łzy.
- Dlaczego zabiłeś nasze dziecko, Zayn?
piątek, 2 maja 2014
Rozdział 28 - Fake people
Muzyka
Chciałam do niej podbiec i ją przytulić, ale niestety byłam zamknięta w jego ramionach. To co się stało przypominało mi zwolnione tępo w filmie. Moje nogi oderwały się od ziemi w chwili kiedy ręka Zayna zderzyła się z ciałem Victorie. Krzyczałam, kopałam Harry'ego, ale był nieugięty. Zaniósł mnie do sypialni i zamknął ją od środka. Usiadł na łóżku i przetarł oczy.
- Jestem zmęczony. - powiedział cicho. - Położysz się ?
- Wolałabym iść pod prysznic.
- Jak Tam chcesz. - rozebrał się do bokserek i położył do łóżka. Poszłam do łazienki i się w niej zamknęłam. Odkręciłam wodę. Myśl Scarleth. Myśl.. Drzwi od drugiej sypialni. Na szczęście łazienka leży pomiędzy nimi i są dwa wyjścia.. Nacisnęłam klamkę i modliłam się, żeby drzwi nie zaskrzypiały, ale na szczęście mi się udało. Szybko otworzyłam okno i wdrapałam się na parapet, a potem na dach. Bez butów pokonałam drogę do zacienionego kawałka domu i w myślach dziękując tacie za wszystkie obozy harcerskie ześlizgnęłam się z dachu. Pobiegłam w stronę ogrodzenia, a kiedy je przeszłam poczułam wolność. Coś jednak nie pozwalało mi się zatrzymać. Biegłam przez całą drogę do domu tatusia.
*** Oczami Harry'ego ***
Chujowy dzień. Chyba mi się lejce popierdoliły. Nie chcę, żeby Scar musiała patrzeć na to co Zayn robi Vic. Siedzi w tej łazience już prawie godzinę i ciągle leje się woda. Gdybym nie wiedział, że nie jest fanką długich kąpieli może nic bym nie podejrzewał. Otworzyłem drzwi i moje podejrzenia tylko się potwierdziły. Uciekła. Kolejny raz zrobiła mnie w chuja. Kurwa. Znajdę ją i.. i przytulę. Żałuję tego co jej zrobiłem. Zemściłem się na Danellu, ale ją skrzywdziłem. Jedyną osobę, która okazała mi uczucie. Dała mi uśmiech i spokój. Chcę, żeby była blisko, żebym mógł o nią zadbać.
*** Oczami Scarleth ***
Jak dotarłam do domu nie mogłam znaleźć oddechu. Moja twarz podrapana była od jakiś gałęzi. Głupia Scar. Było złapać taksówkę. Weszłam do środka. Tata krążył nerwowo po salonie, a Lay siedziała na kanapie ze spuszczoną głową.
- Tatuś..
- Jezu Scar. - podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.- Nic Ci nie jest ? Nic Ci nie zrobił ? Co ty masz na buzi ?
- Nic mi nie jest, to od gałęzi. Uciekłam mu.
- Moje dzielne maleństwo.. Pójdziesz pod prysznic ? Później Martha opatrzy Twoje rany. - spojrzałam na gosposię spoglądającą na mnie z ciepłym uśmiechem. Oddałam go jej i powlokłam się na górę. Zrzuciłam z siebie brudne i podarte ciuchy i weszłam pod gorącą wodę. Zmywałam z siebie jakąś krew i brud. Nawet nie wiem czyja to krew. Pokręciłam głową myjąc włosy. Paranoja. Nie wiem co robić. Z jednej strony kocham Harry'ego. Wiem, że mogłoby nam się udać gdyby tylko on.. traktowal mnie troszkę lepiej..
Ubrałam się i wróciłam do taty.
- Idź zjeść..
- Chodź Scarleth. - gosposia poprowadziła mnie do kuchni,a potem podała mi ciepły posiłek. - Biedna jesteś.. Nieszczęśliwie zakochana, a do tego Twój ojciec.. - pokręciła głową.
- Mój ojciec co ?
- Nic nie mogę Ci powiedzieć Scar. - uciekła z kuchni. Zjadłam szybko i wyszłam z kuchni. Poczułam jak posiłek wraca. To co zobaczyłam wmurowało mnie w ziemię. Mój ojciec i Layla.. Nie.. to za dużo. Wybiegłam z domu. Czemu ciągle muszę biegać ?!
- Scar zaczekaj ! - Layla złapała mnie za ramię.
- Lizałaś się z moim ojcem ! Na co ja mam czekać !
- Wszystko Ci wytłumaczę bo
- Ja nie chcę tego słuchać ! Byłyśmy przyjaciółkami ! Czy ty normalna jesteś ?!
- Layla zostaw nas. - tata położył dłoń na moim ramieniu. Od razu ją strąciłam. Lay weszła do domu, a ja spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
- Nie zachowuj się tak. Chciała Ci powiedzieć wcześniej, ale ja bałem się Twojej reakcji.
- Hmm.. No dziwne ! Młodszą sobie kurwa znajdź !
- Nie tym tonem Scarleth.
- Zabawiałeś się z nią ?!
- Layla jest w ciąży. - chyba zbieram szczękę z ziemi. Odepchnęłam go i wróciłam do domu. Wzięłam torebkę, a w niej kilka ulubionych ubrać i.. przyjaciela. Moją żyletkę.
- Scar dokąd idziesz ?! Porozmawiajmy.
- Nie MAMUSIU. Nie mamy już o czym. - trzasnęłam drzwiami i wsiadłam do mojego samochodu. Tak dawno nim nie jeździłam.
- Scarleth grozi Ci
- Wolę już jego niż Ciebie i ją ! - krzyknęłam przez szybę i odjechałam z podjazdu. Musiałam jechać w miejsce gdzie jest jedyna osoba, która mnie kochała. Pojechałam na cmentarz zapłakana i zmarznięta.
- Mamusiu... - zapaliłam znicz na jej grobie. Usiadłam na ziemi i płakałam z głową opartą na nagrobku. - Dlaczego Cie tu nie ma.. Tak bardzo Cie potrzebuję.. - zachłysnęłam się łzami i odnalazłam w torebce żyletkę. Przyłożyłam ją do nadgarstka, ale poczułam coś na moich plecach.
- Doll.. Daj mi to..- Harry kucnął obok mnie i wyciągnął rękę po żyletkę. Miał na sobie tylko czarną bokserkę. Jego bluza spoczywała na moich ramionach. - Daj skarbie.. - podałam mu ją jak robot. - Co ty chciałaś zrobić ? Misiu.. - głaskał mnie po włosach.
- Dlaczego tu jesteś ?
- Bo wszystko zrozumiałem.. Odwieźć Cie do domu ?
- Ja nie mam domu.
- Chcesz jechać do mnie ?
- Nie.
- Dokąd chcesz jechać ?
- Do babci.
- A gdzie babcia mieszka ?
- W Littlehampton.
- Chodź, odwiozę Cie. Nie powinnaś prowadzić w takim stanie. Coś może Ci się stać.
- Nie musisz tego robić.
- Scarleth proszę Cie. Pozwól mi się Tobą zająć. Wiem, że nie jestem dobrym chłopakiem, ale ja postaram się zmienić. Zrozumiałem, że Cie kocham. - nasze usta złączyły się w długim pocałunku.
Wybaczcie mi, że tak długo, ale kompletnie nie miałam czasu ani weny. Mam nadzieję, że Wam się podoba.
czytasz = komentuj / Horanowa.;)
Chciałam do niej podbiec i ją przytulić, ale niestety byłam zamknięta w jego ramionach. To co się stało przypominało mi zwolnione tępo w filmie. Moje nogi oderwały się od ziemi w chwili kiedy ręka Zayna zderzyła się z ciałem Victorie. Krzyczałam, kopałam Harry'ego, ale był nieugięty. Zaniósł mnie do sypialni i zamknął ją od środka. Usiadł na łóżku i przetarł oczy.
- Jestem zmęczony. - powiedział cicho. - Położysz się ?
- Wolałabym iść pod prysznic.
- Jak Tam chcesz. - rozebrał się do bokserek i położył do łóżka. Poszłam do łazienki i się w niej zamknęłam. Odkręciłam wodę. Myśl Scarleth. Myśl.. Drzwi od drugiej sypialni. Na szczęście łazienka leży pomiędzy nimi i są dwa wyjścia.. Nacisnęłam klamkę i modliłam się, żeby drzwi nie zaskrzypiały, ale na szczęście mi się udało. Szybko otworzyłam okno i wdrapałam się na parapet, a potem na dach. Bez butów pokonałam drogę do zacienionego kawałka domu i w myślach dziękując tacie za wszystkie obozy harcerskie ześlizgnęłam się z dachu. Pobiegłam w stronę ogrodzenia, a kiedy je przeszłam poczułam wolność. Coś jednak nie pozwalało mi się zatrzymać. Biegłam przez całą drogę do domu tatusia.
*** Oczami Harry'ego ***
Chujowy dzień. Chyba mi się lejce popierdoliły. Nie chcę, żeby Scar musiała patrzeć na to co Zayn robi Vic. Siedzi w tej łazience już prawie godzinę i ciągle leje się woda. Gdybym nie wiedział, że nie jest fanką długich kąpieli może nic bym nie podejrzewał. Otworzyłem drzwi i moje podejrzenia tylko się potwierdziły. Uciekła. Kolejny raz zrobiła mnie w chuja. Kurwa. Znajdę ją i.. i przytulę. Żałuję tego co jej zrobiłem. Zemściłem się na Danellu, ale ją skrzywdziłem. Jedyną osobę, która okazała mi uczucie. Dała mi uśmiech i spokój. Chcę, żeby była blisko, żebym mógł o nią zadbać.
*** Oczami Scarleth ***
Jak dotarłam do domu nie mogłam znaleźć oddechu. Moja twarz podrapana była od jakiś gałęzi. Głupia Scar. Było złapać taksówkę. Weszłam do środka. Tata krążył nerwowo po salonie, a Lay siedziała na kanapie ze spuszczoną głową.
- Tatuś..
- Jezu Scar. - podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.- Nic Ci nie jest ? Nic Ci nie zrobił ? Co ty masz na buzi ?
- Nic mi nie jest, to od gałęzi. Uciekłam mu.
- Moje dzielne maleństwo.. Pójdziesz pod prysznic ? Później Martha opatrzy Twoje rany. - spojrzałam na gosposię spoglądającą na mnie z ciepłym uśmiechem. Oddałam go jej i powlokłam się na górę. Zrzuciłam z siebie brudne i podarte ciuchy i weszłam pod gorącą wodę. Zmywałam z siebie jakąś krew i brud. Nawet nie wiem czyja to krew. Pokręciłam głową myjąc włosy. Paranoja. Nie wiem co robić. Z jednej strony kocham Harry'ego. Wiem, że mogłoby nam się udać gdyby tylko on.. traktowal mnie troszkę lepiej..
Ubrałam się i wróciłam do taty.
- Idź zjeść..
- Chodź Scarleth. - gosposia poprowadziła mnie do kuchni,a potem podała mi ciepły posiłek. - Biedna jesteś.. Nieszczęśliwie zakochana, a do tego Twój ojciec.. - pokręciła głową.- Mój ojciec co ?
- Nic nie mogę Ci powiedzieć Scar. - uciekła z kuchni. Zjadłam szybko i wyszłam z kuchni. Poczułam jak posiłek wraca. To co zobaczyłam wmurowało mnie w ziemię. Mój ojciec i Layla.. Nie.. to za dużo. Wybiegłam z domu. Czemu ciągle muszę biegać ?!
- Scar zaczekaj ! - Layla złapała mnie za ramię.
- Lizałaś się z moim ojcem ! Na co ja mam czekać !
- Wszystko Ci wytłumaczę bo
- Ja nie chcę tego słuchać ! Byłyśmy przyjaciółkami ! Czy ty normalna jesteś ?!
- Layla zostaw nas. - tata położył dłoń na moim ramieniu. Od razu ją strąciłam. Lay weszła do domu, a ja spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
- Nie zachowuj się tak. Chciała Ci powiedzieć wcześniej, ale ja bałem się Twojej reakcji.
- Hmm.. No dziwne ! Młodszą sobie kurwa znajdź !
- Nie tym tonem Scarleth.
- Zabawiałeś się z nią ?!
- Layla jest w ciąży. - chyba zbieram szczękę z ziemi. Odepchnęłam go i wróciłam do domu. Wzięłam torebkę, a w niej kilka ulubionych ubrać i.. przyjaciela. Moją żyletkę.
- Scar dokąd idziesz ?! Porozmawiajmy.
- Nie MAMUSIU. Nie mamy już o czym. - trzasnęłam drzwiami i wsiadłam do mojego samochodu. Tak dawno nim nie jeździłam.
- Scarleth grozi Ci
- Wolę już jego niż Ciebie i ją ! - krzyknęłam przez szybę i odjechałam z podjazdu. Musiałam jechać w miejsce gdzie jest jedyna osoba, która mnie kochała. Pojechałam na cmentarz zapłakana i zmarznięta.
- Mamusiu... - zapaliłam znicz na jej grobie. Usiadłam na ziemi i płakałam z głową opartą na nagrobku. - Dlaczego Cie tu nie ma.. Tak bardzo Cie potrzebuję.. - zachłysnęłam się łzami i odnalazłam w torebce żyletkę. Przyłożyłam ją do nadgarstka, ale poczułam coś na moich plecach.
- Doll.. Daj mi to..- Harry kucnął obok mnie i wyciągnął rękę po żyletkę. Miał na sobie tylko czarną bokserkę. Jego bluza spoczywała na moich ramionach. - Daj skarbie.. - podałam mu ją jak robot. - Co ty chciałaś zrobić ? Misiu.. - głaskał mnie po włosach.
- Dlaczego tu jesteś ?
- Bo wszystko zrozumiałem.. Odwieźć Cie do domu ?
- Ja nie mam domu.
- Chcesz jechać do mnie ?
- Nie.
- Dokąd chcesz jechać ?
- Do babci.
- A gdzie babcia mieszka ?
- W Littlehampton.
- Chodź, odwiozę Cie. Nie powinnaś prowadzić w takim stanie. Coś może Ci się stać.
- Nie musisz tego robić.
- Scarleth proszę Cie. Pozwól mi się Tobą zająć. Wiem, że nie jestem dobrym chłopakiem, ale ja postaram się zmienić. Zrozumiałem, że Cie kocham. - nasze usta złączyły się w długim pocałunku.
Wybaczcie mi, że tak długo, ale kompletnie nie miałam czasu ani weny. Mam nadzieję, że Wam się podoba.
czytasz = komentuj / Horanowa.;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





